Co usłyszeliście przed pierwszą podróżą z Maluchem?

W dzisiejszych czasach mało kogo dziwi widok niemowlęcia w samolocie czy pociągu. Na pierwsze wojaże nierzadko udają się noworodki. Za naszych czasów było ciut inaczej. Pierwsze wakacje nad polskim morzem spędziłam mając cztery lata. Za granicę natomiast udałam się po raz pierwszy w wieku piętnastu lat. Koledzy z klasy mieli taką podróż za sobą wcześniej lub później – nie słyszałam jednak, żeby którykolwiek został zabrany za granicę w wieku niemowlęcym.

Bibi poleciała pierwszy raz samolotem, kiedy miała cztery miesiące. Gdyby nie sprawy rodzinne, pewnie ta podróż nastąpiłaby później. Wiadomo, Rodzic, który w pełni odpowiada za dziecko, niepokoi się, czy ich pociecha dobrze zniesie lot. Całe szczęście, w większości Maluchy nie mają problemów z podróżowaniem – albo przesypiają większość trasy, albo się bawią, albo udaje się je szybko uspokoić w razie płaczu. Bardzo często jednak niepokoje Rodziców są podsycane (nawet, jeśli wyprawa jest konieczna) przez starszych członków rodziny, znajomych, czy inne osoby, które nie mają takiego doświadczenia i nie mają oporów przed podzieleniem się swoimi wątpliwościami.

Postanowiłam napisać więc artykuł o tym, co najczęściej słyszą Rodzice przed pierwszą podróżą z ich kilkumiesięcznym dzieckiem. Materiał został zebrany na grupach facebookowych, podczas rozmów w samolotach, czy też z własnego doświadczenia. Dowiemy się, w czym wspomniani doradcy mogą mieć rację, a gdzie należy obalić mity.

1) Czy nie jest ono za małe? – rzecz względna. Widziałam turystów w samolotach z niespełna miesięcznymi maluchami. Spotkałam też rodziców, którzy czekali do pierwszych urodzin dziecka na wyjazd. Niektórzy nie podróżują wcale, nie czują takiej potrzeby i pewnie ich dziecko wyjedzie poza miasto dopiero podczas wycieczki szkolnej. Linie lotnicze nie pozwalają na wejście na pokład z noworodkiem, które ma mniej, niż 10 dni. Poza tym, wyrobienie paszportu też zwykle trochę zajmuje (w Polsce czas oczekiwania to ok. 2 tygodnie). Choć lekarze nie sprzeciwiają się wylotom maluchów już po pierwszym miesiącu życia, to najbardziej rekomendowany czas na pierwszą podróż jest, kiedy dzidziuś skończy już trzy miesiące i ja się pod tym podpisuję. Z własnego doświadczenia wiem, że im młodszy maluch jest, tym mniej problemów – więcej śpi, mniej zaczepia innych pasażerów i za kilkumiesięcznym dzieckiem nie trzeba biegać. Nie wyciągnęłabym na pewno noworodka do Azji, czy w inną daleką podróż, ale uważam, że jak najbardziej można zabrać zdrowe niemowlę na wakacje do Europy i okolic. Dobrze jest po prostu wsłuchać się w siebie i dziecko.

2) A co, jeśli zacznie płakać? – niemowlęta płaczą i jest to zupełnie normalne. Nie mówią, więc tym sposobem sygnalizują swoje potrzeby. O tym pewnie słyszeliście już wielokrotnie. Bibi wiele razy rozpłakała się podczas spacerów. Czy to oznacza, że powinnam była zostać z nią w domu, kiedy za oknem ładna pogoda? Czy powinnam też unikać lekarzy, ponieważ maleństwo wydziera się już na sam widok stetoskopu? Nie. Oznacza to, że trzeba wsłuchać się w Wasze dziecko, dojść do tego, co ma Wam do powiedzenia i spróbować rozwiązać problem. Ta sama zasada działa w samolotach. Trzeba upewnić się, czy przyczyną płaczu są zatkane uszy, zmęczenie, bądź zwykła nuda, a potem spróbować temu zaradzić i nie obawiać się prosić obsługę, a także innych pasażerów o pomoc. Nie bójmy się płaczu dziecka – zamykanie się w domu z dzidziusiem ani nie jest zdrowe ani dla nas, ani dla niego.

3) Nie leć z dzieckiem do ********* (nazwa kraju lub kontynentu), bo zachoruje i Bóg wie, co jeszcze – tutaj to już naprawdę zależy, o jakim kraju mowa. Możecie polecieć do Afryki lub Azji i w jednym kraju standardowe szczepienia przyjęte w Europie zupełnie wystarczą, w innym musicie wykonać szereg wkłuć, a w jeszcze innym lepiej sobie dać spokój z wyjazdem.  W pierwszej kolejności trzeba zerknąć na strony ambasad w danym państwie, a także na stronę Szczepienia dla Podróżujących, by sprawdzić, czy nie ma żadnych ostrzeżeń epidemiologicznych. Kraje, w których trwa zaraza lub wojna trzeba bezwzględnie wykreślić z listy podróży! Jeśli Wasza destynacja nie jest oznaczona żadnymi ostrzeżeniami, ale wybieracie się na inny kontynent, czy do miejsca, gdzie panuje inny klimat, warto ponownie wejść na wspomnianą stronę, by dowiedzieć się, jakie dodatkowe szczepienia powinniście razem przyjąć. Koniecznie też trzeba zawczasu wykupić odpowiednie ubezpieczenie. Wszystko to opisałam w artykule „Przygotowania do wyjazdu – część formalna”. Inna sprawa to obecna pogoda. Oczywiście, nie powinno się zabierać dziecka tam, gdzie panują skrajne temperatury. Do ciepłych krajów warto wybrać się przed sezonem lub pod sam jego koniec. Wtedy należy mieć przygotowane odpowiednie bawełniane ubranka, kosmetyki i koniecznie apteczkę (nigdy nie wiadomo, jak to z dostępnością i cenami na miejscu). A jeśli ktoś obawia się, że przez sam trzygodzinny lot do podobnej strefy klimatycznej Maluch przeziębi się lub coś gorszego… To samo może się zdarzyć podczas spaceru w parku, na zakupach, a zwłaszcza, jeśli przez dłuższy czas siedzimy w domu. Trzymanie pod kloszem często przynosi więcej szkody, niż pożytku.

4) Nie leć z dzieckiem do ********, bo tamta rodzina może je porwać! – jeden z moich „ulubionych” tekstów. Najczęściej słyszą je osoby, które mają małżonków z krajów Bliskiego Wschodu. Jako żona Turka, usłyszałam kiedyś podobną radę podczas zajęć w szkole rodzenia. Niestety, kraje zamieszkałe w większości przez muzułmanów cieszą się, z różnych przyczyn, złą sławą w mediach europejskich i północnoamerykańskich. Jest to często krzywdzące wobec zwyczajnych obywateli danych państw. Kiedy hormony ciążowe opadły, zdałam sobie sprawę, że większość tego typu ostrzeżeń jest wypowiadana przez osoby, które nigdy nie były w żadnym kraju bliskowschodnim, a wiedzę czerpią od innych osób lub ze środków masowego przekazu. Tacy ludzie najczęściej robią to z troski i wydaje im się, że czynią dobrze.  Należy zwrócić uwagę na to, że kanały informacyjne zazwyczaj mają na celu wzbudzenie sensacji, a nic tak nie zwraca uwagi otoczenia jak ludzkie dramaty. Nie neguję tutaj zjawiska porwań rodzicielskich. One, niestety, mają miejsce, należy na to zwracać uwagę i reagować. Ale to nie jest domena ŻADNEGO narodu. Zdarza się to w Polsce, Turcji, w Szwajcarii, Egipcie, w USA, Japonii… Wszędzie! Jedyne, co mogę w tej sytuacji poradzić, to posłuchać własnej intuicji i rozsądku. Oprócz rodziców, nikt nie zna tak dobrze partnera jak TY – nie koleżanka, nie ciotka, a już tym bardziej sąsiadka. Każdy związek powinien opierać się przede wszystkim na zaufaniu. Dziadkowie mają też prawo widzieć się z wnukami. A jeśli rzeczywiście masz wątpliwości, co do intencji „drugiej połówki”, nie tylko przełóż podróż, ale zastanów się, czy taka relacja w ogóle ma sens.

5) Wyrzucasz pieniądze w błoto! – jeżeli Was na to stać, to sprawy pieniężne nie powinny być obiektem zainteresowania osób trzecich. Ale do rzeczy! Jeśli zaplanowaliście upragnione wakacje jakiś czas temu, jesteście rodzicami roześmianego niemowlaka i macie zamiar go wziąć ze sobą, to cena nie będzie stanowić praktycznie żadnej różnicy. Dzieci do drugiego roku życia mają zniżkę 90% od standardowej ceny. Skoro Wasz bilet kosztował ok. 600 PLN za osobę, musicie dopłacić do maleństwa 60 złotych.

6) Przecież ono nie będzie nic pamiętać! – może i nie, ale czy to oznacza, że Rodzice po miesiącach ciężkiej pracy mają sobie z tego powodu przez kilka lat odmawiać wakacji? Oczywiście, że nie! A dlaczego? Po pierwsze, biura podróży często przedstawiają różne korzystne cenowo oferty dla rodzin z atrakcjami dla maluchów i opieką wykwalifikowanego animatora. Chwilowe odejście od rutyny nie tylko będzie korzystne dla rodziców, ale też dla dzieci. Po drugie, ludzie podróżujący od maleńkości często mają większą wiedzę o świecie, bo są go bardziej ciekawi. Są bardziej empatyczni i otwarci na zmiany, czy inne kultury. Są krytyczniej nastawieni do stereotypów i mają lepiej rozwinięte umiejętności lingwistyczne. Po trzecie, a może właśnie paradoksalnie to będzie ta „niezapomniana” podróż, którą maluch będzie kiedyś wspominał swoim wnukom? Co roku robimy z moim Mężem fotoksiążki. Pewnie sobie wyobrażacie, jak niesamowitą pamiątką są wspólne zdjęcia z różnych miejsc na świecie? 🙂 Poza tym, zaprzyjaźniliśmy się z niektórymi rodzicami poznanymi na wakacjach – może regularne kontakty między maluchami przerodzą się w wieloletnie międzynarodowe przyjaźnie? 😉

 

Drodzy Rodzice. Nie wkurzajcie się, kiedy słyszycie tego typu sugestie, a zwłaszcza od osób starszych. Oni najczęściej robią to z troski. Nasi rodzice i dziadkowie nie podróżowali tyle, co my – większość z nich w ogóle nie była za granicą (a tym bardziej, nie brała tam dzieci). Wynikało to nie tylko ze spraw ekonomicznych, ale wtedy nie mieliśmy tzw. „otwartych granic”. Brak doświadczenia zawsze napędza niepokoje Obecnie polskie paszporty są zdecydowanie mocniejsze, turystyka jest znacznie bardziej rozwinięta i dzięki różnym promocjom lotniczym oraz niedrogim hotelom (lub gościnności znajomych), a przede wszystkim odpowiedniemu przygotowaniu Malucha, możemy sobie zaplanować naprawdę fajne, niskobudżetowe wakacje 🙂

Ja wiem, że wiele rzeczy, które mówią Wasi bliscy, straciło ważność jakieś dziesięć lat temu. Jednak czasem, stopując Wasz entuzjazm, mogą mieć rację, np. w przypadku wyjazdu do miejsc, które nie należą do najbezpieczniejszych.

Kończąc moje wypociny, chciałabym dodać, że powyższe teksty nie są jedynymi, które można usłyszeć od bliskich. Przed pierwszym lotem do Turcji usłyszałam również: „Fajnie – Młoda odwiedzi dziadków”, „Podziwiam odwagę”, „Bibi będzie w przyszłości lepiej znosiła zmiany”, „Super! Będziecie mieć lepszą pogodę”, czy w końcu „Nareszcie sobie odpoczniesz” 🙂

 

English

Reklamy

Maltańskie zakupy z Bibi

Cześć!

Dzisiejszy post będzie skierowany do mam, tatusiów, ciotek, wujków, babć, czy dziadków, którzy zabierają niebawem swoje Maluchy na wakacje na Maltę 🙂 Wiadomo, że staramy się spakować wszystko, co potrzebne dla naszego Dziecka, gdyż nie wiemy, czy to, co będzie nam potrzebne, uda nam się kupić na miejscu. Jednakże, nasze bagaże nie mają nieskończonego dna, więc musimy ograniczyć pakowanie do tych standardowych 20 kg. Ten wpis ma na celu ułatwić Wam to zadanie. Pod warsztat wzięłam market Trolees w Bugibbie.

Znalezione obrazy dla zapytania trolees market bugibba

Słoiczki i inne posiłki

Nieważne, czy jesteś rodzicem „słoiczkowym”, czy starasz się każde danie ugotować i zblendować zakupiwszy wcześniej wszystkie składniki w specjalnych eko sklepach. Bywają takie okoliczności, że musisz użyć gotowy obiadek. Na Malcie sytuacja wygląda podobnie jak w Polsce. Najpopularniejszymi markami są Nestle i… Heinz 😉 Są słoiczki większe i mniejsze, dostosowane do wieku (poniżej roku – w Polsce możemy zakupić słoiczki dla dzieci również po pierwszych urodzinach). Są dania typowo wegetariańskie, są przeróżne mięsa (nawet baranina, ang. „lamb”, ale takową musiałam rozcieńczyć wodą, ponieważ była bardzo twarda i sucha), ryby, a także deserki, jajeczniczki, owoce, pojedyńczo, czy też w dwupakach. Składniki są raczej proste.

 

Jars – Savoury
Źródło: nestle.com.mt

Jedyna rzecz, która mnie trochę dziwiła na miejscu to to, że były albo słoiczki 90 g (około 1), albo 250 g (2 euro). Nie było takich o wadze 200g, które były wtedy optymalne dla mojej Córeczki. Musiałam wtedy albo dawać dwa mniejsze obiadki albo głowić się, co zrobić z resztą większego dania.

A nie. Było jeszcze coś… Desery w tubkach! Tam nie były tylko owoce. Były też warzywa, a nawet owoce pomieszane z warzywami! Zobaczcie sami 🙂

DSCF0520.JPG

Kaszki, które najczęściej można zobaczyć w maltańskich sklepach to Nestle Cerelac w metalowych pudełkach. Kosztują one ok. 8 euro. Są mleczne, więc wystarczy woda do przygotowania. Dobrze smakują i mają delikatną konsystencję.Wybraliśmy smak owoców tropikalnych 🙂

cerelac1.png

Hitem Malty była dla nas zdecydowanie woda brzoskwiniowo-jabłkowa firmy Heinz 🙂 Kosztuje ona 2 euro. Sama ją sobie kupiłam wcześniej na spróbowanie. Jest smaczna, ale niezbyt słodka, więc potem nie chce się zbytnio pić – Bibi również ona przypasowała.

DSCF0519.JPG

Artykuły higieniczne:

Generalnie tak samo jak w Polsce. Bez problemu można znaleźć pieluszki najpopularniejszych firm jak Pampers czy Huggies. Paczka „czwórka” 40 sztuk kosztuje od 10 do 13 euro – w zależności od rodzaju.  Możecie też kupić pomarańczowe Pampers Sleep and Play za 8 – ale trzymają one mniej, niż Active Baby. Jest też możliwość zakupu pieluch do pływania – Huggies 12 sztuk kosztuje między 5 a 6 euro, czyli troszkę drożej, niż w Polsce (nie używajcie jednak ich jako pieluszki do noszenia na co dzień, ponieważ nie trzymają moczu). Chusteczki oczyszczające kosztują między 1,50 a 2 (w jednym markecie nawet trafiło się Bambino 🙂 ). Oliwki i kremy przywiozłam z Polski, więc nie pamiętam, ile one kosztowały 😉 Polecam przywieźć ze sobą podkłady do przewijania – na Malcie ciężko je dostać.

Oprócz tego, można kupić w Trolees smoczki firmy Chicco w dwupakach oraz zawieszki i buteleczki antykolkowe.

Co warto spakować?

Podkłady do przewijania – nie było możliwości kupienia ich w markecie. Nie znaleźliśmy również podkładów szpitalnych jako alternatywy. Ekspendientka poradziła nam udać się w tej sprawie do apteki, ale nie ma tam aż tyle punktów farmaceutycznych, co w Polsce 😉

Ubranka na KAŻDĄ pogodę – spakowałam nie tylko koszulki z krótkim rękawem, letnie bodziaki, sukienki i szorty, ale też śpiochy. Choć popołudnia na zewnątrz były gorące, wieczorami było nam dość chłodno. Dlaczego? Ponieważ materiał, z którego zbudowane są bloki oraz podłogi obłożone płytkami sprawiają, że w mieszkaniach jest dość chłodno. „Sezon grzewczy” trwa może z kilka dni, więc od czasu do czasu ociepla się dom klimatyzacją. Nie zapomnicie też o nakryciu głowy!

Nosidełko typu „kangur”  – przydaje się przede wszystkim podczas wycieczek na wyspy. Tereny gdzieniegdzie są górzyste i wtedy warto zostawić wózek w mieszkaniu. Nosidełko jest tutaj bardzo pomocne.

Mleczko do opalania 50+ – ten niezbędnik jest znacznie tańszy w Polsce, niż na Malcie. Maluszki mają znacznie wrażliwszą i skłonniejszą do poparzeń skórę, niż starsze dzieci lub dorośli.

Baby float – przydatne podczas wodnych zabaw. Przy odpowiednim nadzorze, maleństwo może się tak samo dobrze bawić w wodzie jak dorośli. Kupiliśmy dla Bibi w pontonik z daszkiem i z dzwoniącymi kulkami – taki jak na obrazku poniżej 🙂

float

Kurs euro na dzień obecny to: 1 EUR = 4,15 PLN

 

To jest już ostatni artykuł z cyklu maltańskiego. Jeśli macie jakieś pytania, możecie śmiało zostawić komentarz. Po krótkiej przerwie planuję rozpocząć wątek turecki. Zapraszam do obserwowania strony lub fanpejdża na Facebooku – wtedy żaden artykuł Wam nie umknie 😉

English

Extreme i Sea Adventure oczami młodej mamy :)

Cześć!

Już tyle razy obiecałam porównać promy opływające maltańskie wyspy, że pewnie już zdążyliście stracić cierpliwość 😉 Nie dziwię się, dlatego w końcu się zebrałam!

Wyjeżdżając na Maltę zapewne planujecie odwiedzić Gozo i Comino. Maltańscy przedsiębiorcy doskonale o tym wiedzą, stąd wysyp biur podróży oferujących wycieczki promem na wspomniane wyspy. Z Bugibby odpływają statki dwóch najpopularniejszych firm: Extreme (należący do korporacji Captain Morgan) i Sea Adventure. Postanowiliśmy sprawdzić oba – z tym, że z Extreme popłynęliśmy na samo Comino, a Sea Adventure wykorzystaliśmy podczas łączonej wyprawy z Gozo. Obie wycieczki były fajne, ale który prom jest lepszy do podróży z małym dzieckiem? Zobaczmy!

 

EXTREME

Extreme

Na początek postanowiliśmy zobaczyć samą Błękitną Lagunę, by dłużej rozkoszować się widokiem. Extreme wydawało nam się dobrą opcją, ponieważ był tańszy od innych przewoźników (około 20 euro/os – niemowlęta za darmo) i zapewniało darmowe picie oraz lunch (co było kuszące dla nas jako głodomorów 😉 ).  Jak było w rzeczywistości?

Statek Extreme spóźnił się o jakąś godzinę (w ofercie był napisany start o godzinie 10:00 – przypłynął o 11:00) i był dość mały. Odpływał nie tylko z Bugibby, ale też z Valetty i innych portów. Najprawdopodobniej organizatorzy nie przewidzieli takiego zainteresowania, bo na promie było dość tłoczno. Ledwo odpłynęliśmy od brzegu, miałam awaryjną sytuację z moją Bibi, więc musiałam jej zmienić pieluszkę. Nie było przewijaków, dlatego musieliśmy ją przewinąć na stole – było to dla nas dość niekomfortowe. Zgodnie z obietnicą, goście mogli skorzystać z darmowego picia w barku, co było bardzo fajne. Jednak kobiety karmiące piersią i osoby prowadzące zdrowy tryb życia mają do dyspozycji tylko wodę. Nie ma tam soków ani herbaty. Są tam głównie napoje gazowane oraz alkoholowe.

Komunikaty z megafonu były nadawane w języku maltańskim, angielskim i niemieckim. Niestety, z powodu sporych zakłóceń, praktycznie nic nie słyszeliśmy, przez co prawie przegapiliśmy drugą spełnioną obietnicę Extreme, czyli obiad 😛 Okazało się, że jedzenie było serwowane nie na wyspie (gdzie są stoiska z pożywieniem), lecz na statku, tylko troszkę później. Mój Mąż zdał sobie z tego sprawę po jakimś czasie – dostaliśmy makaron, szynkę, pomidory i sałatkę 😀 No cóż, nasz błąd – mogliśmy zapytać.

Powrót, po czterech godzinach plażowania, odbył się bez większych przygód. Jedyne, do czego można się przyczepić, to godzina przypłynięcia do Bugibby. Wróciliśmy godzinę wcześniej, niż było napisane w planie (stąd zostało nam zabrane w sumie dwie godziny).

DSCF0501

Czy Comino jest miejscem do odwiedzenia z dzieckiem? Naturalnie! Trzeba jednak zastanowić się nad tym, w czym zanieść niemowlę, kiedy będziecie wchodzić na górę (trzeba się tam trochę powspinać, gdyż teren jest lekko górzysty). Wózek 3w1, który akurat mieliśmy, przysporzył nam sporo niedogodności. Tutaj możecie się zastanowić nad trzema opcjami: 1) Wziąć fotelik z dzieckiem, a stelaż ewentualnie zostawić na statku (jeśli bierzecie wózek 3w1 z nosidełkiem). 2) Zabrać ze sobą spacerówkę typu parasolka (ale wtedy musi być z rodzicem druga osoba, która mogłaby pomóc z wózkiem). 3) Zabrać ze sobą nosidełko typu „kangur” (możliwe połączenie z opcją drugą). Te niedogodności szybko odejdą w zapomnienie, kiedy dotrzecie na miejsce i zobaczycie piękne widoki oraz popływacie z maleństwem w czystej wodzie (polecam tutaj zakup tzw. baby float) 🙂

Wycieczka jest idealna dla osób, które są zmęczone intensywnym zwiedzaniem i po prostu chcą popluskać się w czystej wodzie i odpocząć na innej plaży. Jest ona dość mała, więc raczej polecam udać się tam poza ścisłym sezonem, np. w czerwcu lub we wrześniu. Możecie spotkać różnych małych towarzyszy plażowania – jaszczurki, rybki, kraby… Dzieci mogą ich poznawać w towarzystwie dorosłych 🙂

DSCF0687

 

Sea Adventure

Sea Adventure

Planując wycieczkę na Gozo, tym razem wybraliśmy firmę Sea Adventure. Wyprawa łączona wraz z Comino i Kryształową Laguną kosztowała nas około 25 euro za osobę (ta sama polityka wobec niemowląt jak w Extreme 🙂 ).

Tym razem nie było żadnych opóźnień i wróciliśmy też tak, jak mieliśmy wrócić (ani wcześniej, ani później). Statek był większy i zdecydowanie bardziej przystosowany dla rodzin z małymi dziećmi. Nie było zapewnionego obiadu ani darmowych napojów (można było kupić burgery i coś zimnego lub ciepłego do picia w barku). Za to rodzice mają zagwarantowany przewijak oraz mały plac zabaw dla maluchów. Oprócz tego, możecie zejść schodami na dół i podziwiać maltański podwodny świat 🙂

DSCF0696

Najpierw powróciliśmy na Błękitną Lagunę i spędziliśmy tam niewiele ponad godzinę. Potem popłynęliśmy na Gozo. Tam czekał na nas bus, który zabrał nas do stolicy wyspy – Victoria (inna nazwa: Ir-Rabat Għawdex). Mieliśmy niecałą godzinę na zwiedzanie, więc nasz czas był mocno skrócony czas z powodu pory obiadowej Bibi. Podgrzanie słoiczka w dowolnym barze i nakarmienie maleństwa zajęło nam ok. 20 minut. Potem szybkie przejście przez bazarek (przy większej ilości czasu można sobie pokaźnie uszczuplić portfel mając na uwadze dar przekonywania maltańskich sprzedawców 😉 ) i prosto na Cittadellę. Na tej atrakcji turystycznej dostępna jest winda, co ułatwia zwiedzanie rodzinom z niemowlakiem oraz osobom na wózkach. To, można powiedzieć, miasto w mieście jest niemałą gratką dla archeologów przez wzgląd na ukryte tam zabytki. Ponadto, szczyt Cytadeli gwarantuje nam widoki na stolicę. Gdybyśmy mieli więcej czasu, z pewnością napisałabym coś więcej 😉

DSCF0714

Do busa dotarliśmy z wywieszonymi językami. Z parkingu w Victorii pojechaliśmy do maleńkiej, acz uroczej plaży Xlendi Bay. Nie jest to najwygodniejsze miejsce do pływania, ponieważ wejście do wody jest kamieniste. Niemniej jednak warto je odwiedzić. Niewiele jest plaż w Europie z lazurową wodą, gdzie po jednej stronie możecie podziwiać architekturę, po drugiej skaliste wzgórza i jaskinie, a za plecami macie do dyspozycji restaurację. Co do wodnych zabaw – dałyśmy z Bibi radę 😉

DSCF0724

Uwaga! W marcu 2017 zawalił się słynny most skalny Azure. Napisałam o tym w poprzednim wpisie, jednak przypomnę to też tutaj, żeby nie planować wyprawy tam będąc na Gozo. Biura podróży nie zawsze o tym wspominają, co doprowadziło wielu turystów do rozczarowania.

Po dwóch godzinach odpoczywania, kierowca zawiózł nas z powrotem na port. To jednak nie był koniec wyprawy! W połowie drogi do Bugibby, prom zatrzymał się na chwilę przy Kryształowej Lagunie. Fani nurkowania mieli pół godziny na pokazanie swoich zdolności. Z oczywistych względów, niemowlęta i małe dzieci nie wezmą w tym czynnego udziału, ale Bibi mogła podziwiać popisy Taty z okna na dnie statku 😉

DSCF0666

DSC_0077

Jeśli Rodzice nie są pewni, czy umieją wystarczająco dobrze pływać, nie powinni pozwalać na skoki ze statku również swoim większym dzieciom. Jeden z chłopców zaczął się topić podczas naszej wyprawy, a jego rodzice nie potrafili mu pomóc. Dopiero mój Mąż wyciągnął go z wody – jestem z niego bardzo dumna!

Wycieczka na Gozo również może być fajną opcją dla maluchów, zwłaszcza, jeśli ma już ponad pół roku i lubi spacery – pod warunkiem, że nie jest zbyt gorąco 🙂 Atrakcje turystyczne Victorii posiadają windy, a samo miasto dysponuje wystarczająco szerokimi chodnikami. Ponadto, na maltańskich ekskursjach ponad połowę czasu spędziliśmy w wodzie. Przy odpowiednim zabezpieczeniu i doborze zabawek, maleństwo może czerpać taką samą przyjemność z wodnych zabaw jak i rodzice 🙂

 

Podsumowanie:

Jeśli podróżujecie z małym dzieckiem, zdecydowanie polecam Sea Adventure. Statki tej firmy są znacznie lepiej przystosowane dla najmłodszych turystów dzięki przewijakom, małemu placowi zabaw, podwodnym oknom (alternatywa, by zająć czymś dziecko) oraz przemiłym animatorkom 🙂 Extreme jest lepszą opcją dla studentów i bezdzietnych dorosłych, którzy nie byliby zachwyceni towarzystwem rozkrzyczanych maluchów w Sea Adventure 😉 Bilety możecie zakupić w specjalnych biurach przy porcie albo przez Internet. Podaję linki zarówno do Extreme jak i Sea Adventure.

A w następnym wpisie dowiecie się o zakupach stricte dla niemowląt, czyli czy znajdziecie wszystko to, co kupowaliście w Polsce i w co lepiej się zaopatrzyć przed podróżą 😉

English

Malta – zwiedzanie z Bejbikiem :)

Hej hej!

W ostatnim wpisie napisałam o tym, jak dostać się na Maltę i jak się po niej poruszać 🙂 Dzisiaj podam Wam kilka propozycji miejsc, które warto odwiedzić na Malcie zwiedzając z małym podróżnikiem.

1) Wioska Popeja – pamiętacie kreskówkę o marynarzu Papaju? 🙂 A wiecie, że film na jej podstawie został nakręcony na Malcie? Warto się tam wybrać zwłaszcza, jeśli przylecieliście z małym dzieckiem. Możecie tam spotkać postacie z serialu okazyjnie załapując się na kręcenie krótkometrażowego filmu z Wami w roli głównej 😀 W wiosce Popeja możecie zorganizować również Urodziny Waszej Gwiazdy. Na oficjalnej stronie internetowej macie do wyboru pakiety, w których gwarantowane są przekąski, oglądanie filmu i zabawę na specjalnym placu. Poza tym, Rodzice mogą się rozkoszować pięknymi widokami 🙂 TUTAJ możecie się dowiedzieć, jak dojechać na wioskę.

5200265-popeye-the-sailor-man

26793941_1612405822129635_1187161203_n

2) Maltańskie Akwarium Narodowenie wiem, jak Wasze dzieci, ale moja Bibi uwielbia akwaria 😀 Chętnie podchodzi do szyby, by porozmawiać (a raczej pogaworzyć) z rybkami. Dlatego w urodzinowy poranek zabraliśmy ją właśnie tam. Oceanarium znajduje się w Bugibbie, dlatego droga z mieszkania zajęła nam 10 minut pieszo. Jednak na oficjalnej stronie jest napisane, jak tam dojechać z innych miast. Bilet dla dorosłych kosztuje około 14€/os, dla dzieci do dwunastego roku życia – 7€, natomiast niemowlęta i dzieci do lat czterech mają darmowy wstęp. Waszym pociechom na pewno spodoba się różnorodność rybek, które tam zamieszkują. Spójrzcie na zdjęcie Bibi!

DSCF0634.JPG

Z wodnych rozrywek polecam jeszcze niedawno otworzony Water Park, który znajduje się niedaleko oceanarium. Otwarty on jest w sezonie (czerwiec-wrzesień) między 10:00 a 19:00 i można znaleźć tam atrakcje również dla niemowląt.

3) Wycieczka promem na Gozo i Comino – to była jedna z naszych najbardziej ekscytujących wypraw. Biura podróży oferują opcję samo Comino lub Comino z Gozo (wtedy odpoczywacie na błękitnej lagunie krócej, niż przy opcji z samym Comino, ale zwiedzicie więcej za jednym zamachem). Wypróbowaliśmy oba warianty, o czym napiszę w następnym poście. Promy są dobrze przystosowane dla najmłodszych podróżników. Błękitna laguna oferuje nam czystą wodę, wspaniałe widoki, a czasem towarzystwo małych morskich zwierzątek 😉 Gozo natomiast piękne zabytki, zakupy na starych bazarkach i relaks na plaży z widokiem na architekturę oraz skały (uprzedzam jednak, że w marcu ubiegłego roku doszło do zawalenia się klifu Azure, więc nie wierzcie biurom podróży, które nadal próbują się nim reklamować).

DSCF0466

4) Valetta i Mdina – te dwa miasta mogę polecić przede wszystkim do pospacerowania z wózkiem. Malta jest miejscem pełnym plaż i wzgórz, więc nie zobaczymy zbyt wiele zieleni. W Waleccie mamy dwie (a nawet trzy) opcje spacerów. Pierwsza to w pobliżu portu z pięknym widokiem na miasto (zdjęcie główne z tego wpisu jest właśnie z Waletty). Jeśli podróżujecie komunikacją miejską, należy wysiąść 3-4 przystanki przed końcem trasy. Druga to park już w samym sercu Valetty, gdzie nie tylko jest dużo zieloności i panoram (np. portu), ale gdzieniegdzie możemy zobaczyć ładne zabytki 🙂 A jak zgłodniejecie lub po prostu chcecie zażyć odrobiny miejskiego życia, to możecie skorzystać z trzeciej opcji, czyli Rynek. Podczas naszego pobytu nie było tam zbyt tłoczno. Oba miejsca znajdują się niedaleko pętli autobusowej.

DSCF0403

DSCF0419

Mdina natomiast jest bardzo uroczym zamkowym miasteczkiem pełnym cichych i romantycznych uliczek (jednak w wersji południowoeuropejskiej, nie praskiej). Nie spotkałam jeszcze osoby, która nie polubiłaby tego miejsca! Ponadto, w pobliżu pętli autobusowej znajduje się plac zabaw oraz park. TUTAJ możecie również znaleźć place zabaw w pobliżu Waszego miejsca pobytu.

DSCF0523

5) Plaże Mellieha i Golden Bay – Malta jest krajem pełnym plaż. Turyści mają ogromny wybór miejsc, gdzie mogą popływać i poopalać się. Wiele jednak z nich jest kamienistych, więc spacerki i relaks mogą być ograniczone dla niemowląt o delikatnej skórze. Golden i Mellieha Bay są szerokie i piaszczyste. Nie ma też wielkiej różnicy temperatur między wodą a powietrzem. Uprzedzam jednak, by nie przynosić tam elektronicznych zabawek dziecka. Piasek jest tak miałki, że dostał się on nawet do naszej zamkniętej torby, przez co trzy dni nam zajęło wydobywanie piasku z telefonu naszej Bibi, by odblokować zasypane przyciski 😉

DSCF0644

Malta bardzo nam się spodobała i na pewno jeszcze tam wrócimy! Przy następnej wizycie planujemy odwiedzić, m.in. Marsaxlokk i delfinarium. Jeśli chcecie polecić inne miejsca na Malcie do odwiedzenia z małymi dziećmi, możecie śmiało napisać swoją opinię w komentarzu 😉

 

Jak się dogadać na Malcie? W tym kraju obowiązują dwa języki urzędowe – maltański i angielski. Porozumiecie się więc po angielsku praktycznie z każdym. Jeżeli jednak nie czujecie się pewnie z tym językiem, Polacy w ostatnich latach tłumnie wyjeżdżają na wakacje na Maltę. Możecie, w razie czego, poprosić któregoś z nich o pomoc.

English

Malta – jak i czym?

Witam w Nowym Roku! Mam nadzieję, że wszystkim nastroje dopisują 🙂

Tak jak obiecałam, dzisiaj zamierzam napisać o Malcie. Jest to kraj, w którym Bibi spędziła swoje pierwsze Urodziny, dlatego mam do niego ogromny sentyment 🙂 Żeby jednak znaleźć dobre miejsca do odwiedzenia z Waszą Rodzinką, należy wcześniej tam dotrzeć, prawda? Dlatego dzisiejszy wpis będzie o tym, jak dostać się na Maltę i jak się po niej poruszać 😀

1) Jak dolecieć?

Poleciałam z Bibi linią lotniczą WizzAir bezpośrednio z Warszawy. Wyleciałyśmy w sobotę o 18:20, przyleciałyśmy 3h później. Wybrałam tę opcję podróży, ponieważ był to lot bezpośredni, niezbyt drogi (niewiele ponad 600 zł już z bagażem rejestrowanym), a poza tym, pora wylotu mi odpowiadała. Ani LOT, ani Air Malta nie obsługiwały bezpośrednich połączeń z Polski na Maltę (możecie za to skorzystać z Air Malta, jeśli mieszkacie np. w Niemczech lub Wielkiej Brytanii). Mogłam wybrać też RyanAir z Krakowa lub Warszawy albo WizzAir z Katowic – jednakże o ostatecznym wyborze zdecydowała odległość od lotniska, czas odlotu (RyanAir, na przykład, wylatywał bardzo wcześnie rano), a także cena.

wizz

WizzAir jest typowym lowcoastem, dlatego nie miałam zbyt wiele oczekiwań wobec tego przewoźnika. Nie spodziewajcie się kanapek, darmowej herbaty ani gadżetów dla niemowlaka. Za bagaż rejestrowany do 20kg trzeba dopłacić jakieś 150 zł/przelot. Nie była to jednak zła podróż. Co mogę powiedzieć na plus tej linii to to, że wtedy mogłam się odprawić nawet na cztery tygodnie przed wylotem. Wybierałam miejsce, jakie chciałam i tak się miło złożyło, że miałyśmy cały rząd trzech siedzeń dla siebie 🙂 Na karcie pokładowej cały proces przygotowawczy jest ładnie opisany. (Pamiętacie wpis o pakowaniu? Przypomniałam Wam o wydrukowaniu karty pokładowej. WizzAir jest właśnie jedną z linii, w której trzeba mieć wydrukowany boarding pass, by nie dopłacać.) Poza tym, obsługa pokładowa była bardzo pomocna, pasażerowie też i nie było wtedy zbyt ciasno między rzędami 😉 Mogłam też zamówić sobie transport specjalnym busem do miejsca pobytu za 24 zł (ale jechałam w tę samą stronę z Mężem i przyjaciółmi, którzy przylecieli wcześniej, więc wzięliśmy taksówkę – trasa z lotniska Luca do Bugibby kosztowała w całości 24).

2) Jazda po Malcie:

Maltańczycy i turyści poruszają się po wyspie głównie autobusami. Polecam kupić tygodniową kartę Tallinja Explore, którą odbijasz elektronicznie przy wejściu (dla dorosłych kosztuje ona 21 euro, dla dzieci do dziesięciu lat – 15, niemowlęta jeżdżą za darmo). Można ją kupić w specjalnych kioskach, które są najczęściej przy pętlach autobusowych. Uprzedzam, że te karty czasem się rozmagnesowują (czego doświadczył mój Mąż), więc warto mieć paragon przy sobie, by móc ją wymienić. Polecam również skorzystać z maltańskiej wersji „Jak Dojadę” planując wycieczkę po wyspie (Malta Bus Journey Planner) 🙂

26194319_1750642418302268_962482937_o

Powiem Wam szczerze, że na Malcie przeżyłyśmy pierwszy raz, kiedy jechałam z Bibi autobusami 🙂 Wcześniej miałam uprzedzenia do tego typu transportu publicznego, a jak moja córka jeździła jeszcze w gondoli, to nawet nie było o tym mowy 😉 Na szczęście, podróż maltańskimi liniami autobusowymi nie jest zbyt stresująca. Może dlatego, że rodzic z niemowlęciem w transporcie publicznym to prawie świętość i pasażerowie poważnie traktują zasadę miejsc uprzywilejowanych. Tam miejsce dla wózków zawsze będzie dla Was wolne, byście mogli spokojnie przypiąć wehikuł malucha pasami. A jak nie, to kierowca już się o to postara 😀

3) Pływanie po wyspach:

Podczas podróży do tego małego kraju, warto wybrać się na pozostałe dwie wyspy – Gozo i Comino. Możecie skorzystać z różnych ofert wycieczkowych i przepłynąć się promem. Mieliśmy okazję wypróbować dwa statki – Extreme i Sea Adventure. Oba są dobre, ale który jest bardziej odpowiedni dla rodziców z małymi dziećmi? Porównam je w oddzielnym poście, ponieważ tutaj trzeba sporo pisać 🙂

extreme vs sea adventure
Źródła: Facebook i Travel Grip

4) Taxi z i na lotnisko:

Nie mamy dużego doświadczenia z maltańskimi taksówkami, ale Szwagier mieszkający tam zamówił nam transport z prywatnej firmy. Trasa z lotniska do Bugibby kosztowała nas 24 euro. Co ciekawe, w drodze powrotnej na lotnisko Luca towarzyszył nam dokładnie ten sam kierowca 😀 Niestety, straciliśmy jego numer, ale ostatnio znalazłam  firmę transportową Malta Transfer, która oferuje zarówno busiki jak i taksówki w podobnych cenach (ma dość dobre opinie).

 

A kiedy najlepiej udać się z dzieckiem na Maltę? Myślę, że najlepiej maj-początek czerwca. Wtedy jest już naprawdę ciepło, ale nie odczuwasz jeszcze tego gorąca. Później to dopiero we wrześniu. Dlaczego tak? Ponieważ w sezonie temperatura jest wręcz nie do wytrzymania dla przeciętnego północnego Europejczyka i zwiedzanie w takim skwarze nie byłoby dla Was żadną przyjemnością. Poza tym, w lipcu bardzo często można trafić na meduzy. W tym roku kąpiel w błękitnej lagunie była z tej przyczyny przez jakiś czas zabroniona.

English

Z okazji Świąt Bożego Narodzenia…

Moi Mili.

Dzisiaj spora część z nas zaczyna obchodzić Święta Bożego Narodzenia. Choć dopiero stawiam pierwsze kroki w blogowaniu, a co za tym idzie, Czytelników mam jeszcze niewielu, każdemu, kto to czyta, chciałabym złożyć najserdeczniejsze życzenia…

Nieważne, czy ten czas spędzacie w domu, czy w podróży, niech będzie on przepełniony radością, spokojem, pysznym jedzeniem i przede wszystkim – najbliższymi Waszemu sercu ludźmi. Życzę Wam, abyście zawsze odczuwali satysfakcję z Waszych wybranych życiowych dróg, a ta pierwsza Gwiazdka, która niebawem zaświeci na niebie, przecierała Wam szlaki. A jeśli obecnie jesteście gdzieś w trasie – niech Wasz wehikuł będzie wygodny i szybki, niczym sanie Świętego Mikołaja 😀

Tegoroczne Święta spędzamy w domu i nareszcie całą Rodziną w komplecie. Choć Bibi towarzyszy mi już drugą Gwiazdkę, będzie to pierwsza Wigilia, podczas której spróbuje niektórych tradycyjnych potraw (niestety, z grzybowymi uszkami musimy jeszcze trochę zaczekać – ale barszczyk, czemu nie? 😉 ). To będzie również pierwszy raz, kiedy moja Córeczka rozerwie szeleszczące opakowanie z małym świątecznym podarunkiem. Nareszcie mój Mąż będzie miał okazję zobaczyć, jak wygląda polskie Boże Narodzenie. Już nie mogę się tego wszystkiego doczekać! Szkoda tylko, że nie będzie śniegu, ale przecież nie musi być perfekcyjnie, żeby było magicznie, prawda? 🙂

A po Świętach zapraszam Was na wpis o Malcie – miejscu, gdzie Bibi spędziła swoje pierwsze Urodziny 😉

English

 

Nasz słodko-gorzki lot z UIA

W ostatni weekend przeglądałam komentarze na jednej z grup na Facebooku dotyczącej biletów lotniczych. Jedna z forumowiczek znalazła na Święta lot Stambuł-Warszawa operowany przez ukraińskie linie, w przystępnej cenie, z dość niedługą przesiadką w Kijowie. Wywiązała się z tego gorąca dyskusja, ponieważ wielu forumowiczów absolutnie odradzało taką opcję podróży. Inni natomiast mówili, że taki lot jest ok, mają jak najbardziej dobre wspomnienia i podawali inne linie, które znacznie gorzej się sprawują, niż Ukrainian International Airlines.

Lot UIA

Przypomniał mi się wtedy nasz ostatni lot ze Stambułu do Warszawy, który właśnie przerabialiśmy z МАУ (ukr. Міжнародні Авіалінії України) i odbył się nie bez przygód 🙂 Miał on miejsce we wtorek 19go września bieżącego roku. Był to miesiąc, w którym, oprócz pilnego lotu do Polski, mieliśmy bardzo dużo wydatków, dlatego musieliśmy brać pod uwagę cenę. Najlogiczniejszą opcją były wtedy dla nas ukraińskie linie – za lot trzech osób (ja, Bibi i Mąż) w jedną stronę z bagażami rejestrowanymi do 23kg zapłaciliśmy niewiele ponad 1000 zł, a czekaliśmy w Kijowie niecałe trzy godziny.  Opiszę moją refleksję z punktu widzenia mamy małego dziecka.

7:30 – czekamy w długiej kolejce do odprawy bagażowej na lotnisku Ataturka w Stambule. Pan z obsługi pyta, ile lat ma nasza córka. Skoro ma ona już więcej, niż rok, pan informuje nas, że wózek będzie do odebrania w Warszawie i nie musimy go zabierać w Kijowie (jak to miało miejsce w naszym poprzednim przesiadkowym locie z inną linią). Karty pokładowe wydane, etykietka na wózek zawieszona, tylko nie dano nam specjalnej karteczki z numerem nadania wózka, które dostajemy przed każdym innym lotem.

9:35 – odlatujemy planowo. Kiedy jesteśmy już w chmurach, chcę przewinąć dziecko w lotniskowej łazience. Niestety, nie dałam rady umyć rąk, ponieważ nie było bieżącej wody w kranie. Pozostało więc użycie żelu antybakteryjnego 🙂 Stewardessy przeróżne – przeważnie przemiłe i pomocne (a zwłaszcza pani Olena, którą chciałam serdecznie pozdrowić 🙂 ), jedna jędzowata. Całe szczęście, Bibi zaraz po nakarmieniu i przewinięciu usnęła i przespała cały lot, bo między siedzeniami rzeczywiście jest dość ciasno. Jedyne, z „cateringu”, co było wliczane w cenę biletu, to była woda (choć mój Mąż mówił, że w Walentynki dawali również czekoladki). Za herbatę należało zapłacić 2 euro, a za kanapki 5-6€.

11:50 – jesteśmy na LOTNISKU BORYSPIL W KIJOWIE. Zerknęliśmy, na wszelki wypadek, na rękaw, czy nie ma przypadkiem naszego wózka, ale najwyraźniej ma być do odebrania w Warszawie – jak powiedział pan z obsługi w Stambule. Ukraińskie lotnisko wywarło na mnie bardzo dobre wrażenie i z pewnością mogę przyznać, że jest ono przyjazne rodzicom z dziećmi. Jest plac zabaw pełen poduszek, jest telewizor z bajkami, są kawiarnie z pysznymi deserami (w jednej z nich podgrzałam słoiczek dla dziecka), ale zdecydowanie najbardziej spodobał mi się pokój do opieki nad dzieckiem 🙂 Spójrzcie, jak przytulnie!

bdr

35294712_1922676414432200_5175863215803858944_n

Ponadto, trafiliśmy na konkurs dla ukraińskojęzycznych osób organizowany przez Tickets.ua. Musiałam odpowiedzieć na trzy pytania dot. podróżowania (typu co zabrałabym na bezludną wyspę), zrobić zdjęcie z automatu, a potem wrzucić na FB z odpowiednim hashtagiem. Do wygrania było 3000UAH na dowolny bilet lotniczy. Nic nie wygrałyśmy, ale jak najbardziej fajna inicjatywa 😉

ticketsua

Inne oferty lotniska możecie znaleźć na ich oficjalnej stronie.

14:50 – lecimy z Kijowa do Warszawy. I w tym przypadku Bibi przesypia całą podróż. Wszystko w sumie podobne jak podczas lotu ze Stambułu, z tą różnicą, że coraz bardziej zaczynają mi przeszkadzać zatykające się uszy. Widocznie mój Mąż (który ma już doświadczenie z tym przewoźnikiem) nie przesadzał mówiąc, że w UIA zmiany ciśnień doskwierają dotkliwiej, niż w pozostałych liniach. Lądujemy planowo w Polsce.

16:00 – lotnisko Chopina w Warszawie. Chcemy odebrać wózek i szybciutko dostać się na kontrolę paszportową. Patrzymy do rękawa – jest jakaś granatowa spacerówka, ale naszej nie ma! Zgłaszamy problem miłym stewardessom, które proszą bagażowego o sprawdzenie, czy nie ma zguby wewnątrz samolotu. Niestety, nie znalazł. Przechodzimy więc szybko kontrolę paszportową (porównując do poprzednich odpraw, powiedziałabym wręcz, że ekspresowo) i idziemy do taśmy z bagażami – jak poleciła nam obsługa pokładowa. Bagaże przyjechały, wózek nie. Patrzymy na taśmę z nadbagażem – spacerówka nie pojawiła się. Kiedy Kijów znika z monitora, idziemy zgłosić problem do biura reklamacji. Miły Pan, choć zdziwiony, nie robi problemów z powodu braku numeru nadania wózka. Podaje nam tylko formularz, w którym mamy wpisać nasze dane oraz wagę i opis wizualny wehikułu naszej Bibi. Dodaje też, że to już trzeci problem, jaki dziś zostaje zgłoszony przez pasażerów  МАУ.  To już koniec podróży i poszukiwań wózka! Wracamy do domu.

Wózek, na szczęście, odnalazł się w Kijowie następnego dnia 🙂 W czwartek rano zguba przyjeżdża kurierem do domu.

 

PODSUMOWUJĄC:

Komu mogę polecić podróż z Ukrainian International Airlines?:
+ Rodzicom, którzy mają już przynajmniej raczkujące dzieci. Lotnisko w Kijowie jest bardzo dobrze przystosowane dla niemowląt z tej grupy wiekowej. Niewiele z tych udogodnień przyda się noworodkom, które też znacznie gorzej znoszą zmiany ciśnień (w przypadku maluchów poniżej szóstego miesiąca życia zdecydowanie preferuję loty bezpośrednie).
+ Osobom mieszkającym na Ukrainie. UIA oferuje szeroki wybór bezpośrednich połączeń w różne strony świata za znacznie niższą cenę, niż np. w polskich liniach.
+ Ludziom, którzy w trakcie bookowania muszą skupić się przede wszystkim na cenie, a lecą z bagażem rejestrowanym.

Na co należy zwrócić uwagę?:
– Niestety, opinie pasażerów na temat częstych zaginięć bagaży to prawda. Droga z samolotu do taksówki z dwiema walizkami, torbą malucha i niemowlakiem na rękach to nie lada wyczyn.
– Stewardessy z naszych lotów dość słabo mówiły po angielsku. Zdarzyła się również jedna pani mówiąca tylko i wyłącznie po rosyjsku! (sic)
– To nie jest linia dla mam, które karmią wyłącznie piersią. Po pierwsze, kobiety te potrzebują wartościowego jedzenia i przynajmniej jednego ciepłego posiłku dziennie (a propos komentarzy, że przecież sobie mogą zrobić kanapki przed podróżą). Lot przesiadkowy może być dla nich dyskomfortem, ponieważ posiłki serwowane u tego przewoźnika są małe i dość drogie. Po drugie, ciasne miejsca utrudniają opiekę nad dzieckiem, typu nakarmienie piersią w chuście, czy zmiana ubranka. W tym przypadku greckie czy serbskie linie mają lepsze warunki.

Jakie macie doświadczenia z ukraińskimi liniami? Podzielcie się swoimi opiniami w komentarzach 🙂

English

Przygotowania do wyjazdu – pakowanie

Witam ponownie!

Zgodnie z obietnicą, teraz napiszę Wam, co należy spakować do torby naszego Maleństwa, by jak  najlepiej przygotować go na podróż samolotem i nie tylko. Pamiętajcie, że w cenę biletu dla dziecka poniżej drugiego roku życia wchodzi często  dodatkowy bagaż rejestrowany do 10 kg.

Teraz jednak skupimy się na bagażu podręcznym naszego Maluszka. Podzielę jego zawartość na trzy kategorie: dokumenty, rzeczy niezbędne (tzw. must have!) i dodatkowe rzeczy, które mogą się przydać.

1) DOKUMENTY:
Tutaj przedmowa chyba jest zbędna – skoro dowód osobisty i prawo jazdy zabieramy odruchowo ze sobą, tym bardziej musimy mieć niezbędne dokumenty podczas wyprawy na wakacje:

a) Paszport nasz i dziecka (lub dowody osobiste w przypadku strefy Schengen) – dokumenty podróży to pierwsze, co musicie spakować! Jak wspomniałam w poprzednim poście, każde dziecko musi mieć własny dokument podróży – nie wpisujemy naszych pociech do paszportów. Zasady wyrobienia paszportu dla dziecka możecie przeczytać w poprzednim poście lub TUTAJ .

b) Odpis aktu urodzenia dziecka (najlepiej wielojęzyczny) – jak już wspomniałam w poprzednim poście, celnicy nie muszą Was prosić o ten dokument, ale warto go mieć przy sobie. Na wszelki wypadek.

c) Książeczka zdrowia dziecka i inne dokumenty medyczne – warto do niej także wyrobić dziecku Międzynarodową książeczkę szczepień (International Certificates of Vaccination). I koniecznie trzeba wydrukować potwierdzenie wykupionego ubezpieczenia lub (w przypadku UE) Kartę EKUZ. 

d) Wydrukowana karta pokładowa – tak, wiem, przy odprawie często wystarczy paszport, ale bywały już absurdalne przypadki, kiedy obsługa nie mogła znaleźć rezerwacji klienta w bazie. Oszczędźcie więc sobie i Maluchowi stresów i miejcie na wszelki wypadek takie zabezpieczenie.

 

2) RZECZY NIEZBĘDNE!!!
Swego czasu głośno było na temat mam-celebrytek, które narzekały na swoich blogach i Instagramach, że któraś mega droga linia lotnicza nie podarowała im chusteczek/pampersów/podkładów do przewijania, podczas, gdy inna (równie droga) linia już im to zaoferowała. Moi Drodzy, potwierdzam, że AEGEAN daje w prezencie chusteczki nawilżające, a Turkish Airlines oferował swego czasu zupki lub kolorowanki. To są jednak BONUSY, a nie odgórne wytyczne, którymi dana linia musi się kierować 🙂 Do must have w torbie Bejbika należą:

a) Pieluszki – ich ilość zależy od tego, jak długo będziecie lecieć. Na trzygodzinny lot najczęściej pakowałam ok. 10 sztuk.

b) Chusteczki pielęgnacyjne dla niemowląt – nie wiem, jak Wy, ale ja zawsze biorę jedną małą 1-2 małe paczki „kieszonkowych” chusteczek (takie do 15 sztuk) i jedną paczkę standardową (między 60 a 90 sztuk) – przydadzą się przez pierwsze dni na miejscu. Dobrym pomysłem jest zakup opakowania z plastikowym zamknięciem – chusteczki dłużej pozostaną mokre 😉

c) Podkłady po przewijania i woreczki na pieluszki– można je kupić w popularnych drogeriach i aptekach.

d) Apteczka – powinny się tam znaleźć plastry i aktualnie potrzebne środki (np. na ząbkowanie czy kolkę jelitową), o ile zawartość nie przekracza 100 ml. Jeśli jednak chcecie wziąć strzykawki i leki na receptę, będziecie potrzebować zaświadczenia od lekarza.

e) Butelka na wodę – picie wody z butelki przynosi ulgę dziecku podczas startu i lądowania, kiedy następują gwałtowne skoki ciśnień. Buteleczki z wodą, mlekiem lub kaszką dla niemowląt, a także słoiczki MOŻNA wnosić na pokład. Poza tym, możecie poprosić stewardesę o nalanie wody do butelki.

f) Jedzenie (jeśli nie karmisz wyłącznie piersią) – w zależności od tego, czego podczas podróży akurat będzie potrzebowało Wasze Maleństwo, warto wziąć ze sobą kaszkę, mleko modyfikowane, zupkę lub słoiczek z przecierkiem. Można takie rzeczy wnosić na podkład – przeszłam bezproblemowo kontrolę bagażu podręcznego z 190g „gerberkiem” 🙂 Możecie poprosić obsługę pokładową o podgrzanie słoiczka. Polecam również schować ulubione dania dziecka do bagażu rejestrowanego.  Po pierwsze, podczas wakacji nie zawsze będziecie mieć czas i ochotę na gotowanie. Po drugie, za granicą dobór smaków może być inny, niż w Polsce. Przekonałam się o tym podczas pobytu w Turcji, ale o tym napiszę później.

g) Ubranka na zmianę

3) RZECZY PRZYDATNE:

a) Zabawki – przydają się, kiedy trzeba dziecku odwrócić uwagę od zmiany ciśnień podczas startu i lądowania. Poza tym, nie zanudzilibyście się siedząc kilka godzin w jednym miejscu? Przygotujcie się jednak na to, że Wasza Pociecha uzna ulotki za bardziej interesujące 🙂

b) Smoczek i zawieszka – smoczek działa tutaj jak guma do żucia w przypadku dorosłych – pomaga odetkać uszy. Dodałam go jednak do rzeczy przydatnych, ponieważ nie wszyscy rodzice używają tego rodzaju uspokajacza. Warto do niego dokupić taką specjalną zawieszkę, co by nam nie upadł.

c) Chusta do karmienia piersią  – przydała mi się nieraz. Miejsca do opieki nad dzieckiem mogą być zajęte, a Maluch jest głodny/ma przytkane uszy/potrzebuje bliskości i chce piersi natychmiast. Mało która z nas chciałaby pewnie wywalić biust na wierzch w miejscu publicznym, więc taki wynalazek zapewni nam dyskrecję (nie dotyczy niemowląt powyżej siódmego miesiąca życia – wtedy skutek bywa odwrotny od zamierzonego 😉 ).

d) Śliniaki – najlepiej bawełniane, z foliową osłonką pod spodem. Pokarm wtedy nie przecieknie i nie pobrudzi ubranka 🙂

e) Miarka i łyżeczka

A Wy? Co byście jeszcze dodali? Podzielcie się swoimi doświadczeniami w komentarzach  🙂

English

 

 

 

Przygotowania do wyjazdu – część formalna :)

Witam Kochani!

Dzisiaj napiszę o tym, o czym każdy portal podróżniczy powinien zacząć, a mianowicie od odpowiedniego przygotowania. Kiedy wylatujecie do krajów egzotycznych, przechodzicie odpowiednie szczepienia, wykupujecie ubezpieczenie, czytacie jak należy się zachować w danym miejscu, czy pakujecie potrzebne rzeczy na każdą możliwą pogodę. Niemowlę jest właśnie jak taka podróż w nieznane. Nigdy nie wiesz, co może się podczas takiego wojażu wydarzyć, dlatego należy się przygotować na każdą ewentualność 🙂 Zdaję sobie sprawę, że podczas podróżowania z Bibi jeszcze wiele rzeczy mnie zaskoczy. Podzielę się więc tym, o czym już wiem 😉 Zacznę więc na temat (ważnych) spraw formalnych, a w następnym wpisie opowiem o pakowaniu torby malucha.

1) Wielojęzyczny odpis aktu urodzenia dziecka – Co prawda, podczas podróży jeszcze mnie o ten dokument nie spytali, jednak każdy celnik Wam potwierdzi, że warto mieć go przy sobie. Na przykład, jeśli mama ma inne nazwisko, niż ojciec i dziecko, a wybiera się w podróż sama z maluchem, ten papierek pomoże Wam rozwiać wszelkie potencjalne wątpliwości pograniczników. Mi natomiast akt pomógł w Grecji, kiedy chciałam, żeby mój Mąż przeszedł z nami kontrolę w kolejce „Schengeńskiej” 🙂

2) Szczepienia, badania, etc. – Możemy mieć spakowane wszystko, co potrzebne, lecz wiemy z doświadczenia, że nagłe przeziębienie czy ból zęba potrafią zepsuć najlepiej przygotowany wyjazd. Tym bardziej jest tak z niemowlęciem. Pierwsze, co należy zrobić, to zerknąć w książeczkę zdrowia malucha, czy nie czekają go niebawem badania lub szczepienia. W przypadku podróży poza Europę, warto zwrócić uwagę, czy nie musicie dodatkowo zaszczepić się na choroby występujące w danym kraju. Polecam stronkę Szczepienia dla Podróżujących. Po prawej stronie zobaczycie czerwone okienko, na którym możecie wybrać kraj, do którego się udajecie. Oprócz tego, strona zawiera mnóstwo przydatnych informacji, między innymi, aktualne ostrzeżenia epidemiologiczne. Tutaj możecie dodatkowo zasięgnąć informacji na temat Międzynarodowej Książeczki Szczepień (International Certificates of Vaccination). Na kontrolę lekarską dobrze jest się udać na miesiąc – dwa przed planowanym wyjazdem.

3) Ubezpieczenie – Kiedy jednak wspomniany ból zęba nas dopadnie, nie chcielibyśmy spędzić reszty wakacji z pustym portfelem (za coś pieluszki trzeba przecież kupić) 😉 W przypadku krajów Unii Europejskiej często wystarczy wyrobić sobie i Dziecku Europejską Kartę Ubezpieczenia Zdrowotnego (EKUZ)  dostępną w najbliższym punkcie NFZ. Jeśli jednak wybieracie się poza Unię, istnieje mnóstwo firm ubezpieczeniowych oferujących różne pakiety, w różnych krajach i w różnych cenach, więc ciężko jest mi zarekomendować jedną lub kilka z nich. Jeśli nie macie wybranej firmy ubezpieczeniowej, może pomoże Wam w tym Rankomat – internetowa wyszukiwarka polis podróżniczych, w której każda rodzina może znaleźć coś dla siebie, nawet bez wychodzenia z domu 😉

4) PASZPORTY I WIZY – Pamiętam, jak w moim pierwszym paszporcie była strona, w której wpisywano podróżujące z Tobą dzieci (moja przyjaciółka wyjeżdżała na takiej zasadzie ze swoim Tatą). Wiele osób o tym zapomina, dlatego przypomnę: Od 2012 roku NIE WPISUJEMY DZIECI DO PASZPORTÓW – nasze pociechy muszą mieć oddzielne dokumenty. I może dla nas to być nielogiczne, ale na tych paszportach maluchowi należy zrobić odpowiednie zdjęcie (najczęściej jest to możliwe w punktach fotograficznych w urzędach wojewódzkich). Tak samo sprawa ma się z dowodami osobistymi, które są często używane do podróży po strefie Schengen. Jeśli chodzi o dokumenty wymagane do wyrobienia paszportu, należy przedstawić:
– odpis aktu urodzenia dziecka,
– wypełniony wniosek (dostępny w urzędzie),
– dokumenty tożsamości obojga Rodziców,
– fotografia biometryczna dziecka 35×45 mm (więcej informacji na stronie Ministerstwa Cyfryzacji).

O CZYM JESZCZE NALEŻY PAMIĘTAĆ:
a) Przy składaniu wniosku paszportowego muszą być obecni oboje rodzice. Jeśli jednak drugi rodzic jest za granicą, musi on Wam przesłać specjalną zgodę na wyrobienie paszportu z ambasady/konsulatu kraju, którego paszport wyrabiacie. W przypadku innych okoliczności, należy zasięgnąć informacji tutaj. Po odbiór paszportu dla dziecka może zgłosić się już jeden rodzic za okazaniem dokumentu tożsamości.
b) Chociaż paszport dla niemowlęcia jest ważny 5 lat, warto zmieniać go raz na rok lub półtora roku, ponieważ przed czwartym rokiem życia wygląd dziecka szybko się zmienia.

c) Nawet jeżeli jesteście obywatelami kraju, w którym dzieci są jeszcze wpisywane do paszportów, jeśli państwo, do którego się wybieracie, wymaga od Was wiz, nie możecie wpisać do niej dziecka. Wasza pociecha musi mieć oddzielną wizę.

5) Odpowiednio spakować siebie i malucha! Ten wątek jednak zasługuje na oddzielny wpis, który pojawi się już niebawem. Do zobaczenia wkrótce 🙂

English

Co by się przywitać

Cześć!

Pamiętacie może, kiedy, ucząc się do sprawdzianu lub na sesję egzaminacyjną, potrafiliście znaleźć szereg „obowiązków”, które skutecznie Was odciągały od otworzenia notatek? Posprzątanie całego mieszkania? Ugotowanie obiadu na tydzień? Oglądanie zaległych odcinków „Mody na Sukces”? 😉 Też znam te drobne wymówki, które kazały mi odkładać realizację większości planów „na jutro”.

Po urodzeniu córki brzydki nawyk z czasów studenckich powrócił ze zdwojoną siłą. Bibi była moją wymówką na wszystko. Na zostawienie syfu w mieszkaniu (zaraz obudzi się Bibi), na rzucenie niezaczętego kursu dziennikarskiego (nie mam czasu, bo Bibi), na ciągłe odkładanie lotu z Bibi za granicę (czy nie jest to za wcześnie dla Bibi?), no i w końcu na rozpoczęcie tego bloga (Bibi mnie zmęczyła, idę się położyć)…

Oczywiście, w porównaniu do sesji egzaminacyjnej, podróże czy blog nie są przykrym obowiązkiem 🙂 Jednak tak samo, jak nauka, są wyzwaniem. Wyzwaniem, które ujawni, czy jesteście w stanie pokonać blokady oraz podjąć wysiłek, by zacząć zmiany w swoim życiu, osiągnąć coś większego i pójść do przodu. I nie, moi Drodzy, to nie dziecko jest tutaj blokadą. To są wszystkie te obawy, które wytworzyła Wasza wyobraźnia. To jest lawina słów „Mamusiek Dobre Rady”. I w końcu, to jest przyzwyczajenie do obecnej sytuacji. Przestawienie się z trybu bezdzietnego w tryb rodzica zajmuje sporo czasu i energii. Często po prostu nie chce się po raz kolejny robić tych pierwszych kroków, ale z dzieckiem. Potrzeba jednak było „wyleczenia” Baby Bluesa i setek rozmów z zaprzyjaźnionymi osobami, by sobie to uświadomić…

Ale koniec z wymówkami! Dzięki mojemu Mężowi w końcu ruszyłam tyłek. Kiedy Bibi miała trzy miesiące załatwiłam jej paszport, wylecieliśmy do Turcji (rodzinnego kraju Ślubnego) i… zostaliśmy tam na dłużej 🙂 A potem zaczęły się kolejne loty. Teraz czas na blog! Mąż właśnie bawi się z Bibi, a ja piszę.

O czym będzie blog? O dzieciach i o podróżowaniu. Będzie o zakupach, ciekawych miejscach na świecie, liniach lotniczych, a czasem po prostu o przemyśleniach młodej mamuśki 🙂 Mam nadzieję, że przekonam Was, iż z niewielkim wysiłkiem Maluszek może się stać świetnym towarzyszem podróży. Serdecznie wszystkich zapraszam – również tych bezdzietnych 🙂 Na pewno każdy będzie mógł znaleźć tutaj coś dla siebie.

Nareszcie, udało mi się zacząć! Teraz może już być tylko lepiej 😉

English