Stambuł: Bibi idzie do fryzjera :)

Witam wszystkich przed weekendem 🙂

Dzisiaj prezentuję Wam kolejny wątek z cyklu stambulskiego. Według logiki, powinnam teraz stworzyć post zakupowy, ale póki mam jeszcze w miarę świeże informacje, napiszę Wam naszą relację z pierwszych wizyt do dziecięcego salonu fryzjerskiego.

Sporo osób nadal się dziwi i pyta, jaki jest sens wyjścia z takim maluchem do salonu fryzjerskiego. Bibi po raz pierwszy wybrała się do fryzjera tuż po pierwszych urodzinach i to akurat w Stambule. To był lipiec ubiegłego roku i wtedy w Turcji panowały dość spore upały. Pomimo lekkich, przewiewnych, bawełnianych ubranek i regularnej higieny, moja córeczka bardzo się pociła. Jej włosy zaczynały się kleić, a kark pokrył się potówkami. Ponadto, grzywka zaczynała już nachodzić na oczy. Stwierdziliśmy z Mężem, że to już najwyższy czas i pora na tę pierwszą wizytę u fryzjera. Powiem Wam, że po obcięciu włosków Bibi nie tylko wyraźnie ulżyło, ale jej włosy stały się później gęstsze i mocniejsze 🙂

Z szeregu dziecięcych salonów fryzjerskich w Stambule, zdecydowaliśmy się na „Masal Çocuk Kuaförü” (można to przetłumaczyć na polski: „Fryzjer dziecięcy Bajka”) znajdujący się w dzielnicy Maltepe (strona azjatycka). Prowadzi ją Berkan Başo, który specjalizował się wcześniej we fryzjerstwie kobiecym. Zakład znajduje się przy ulicy Bağdat Caddesi – tam, gdzie życie anatolijskiej części Stambułu toczy się przez całą dobę 😉

Logo

UDOGODNIENIA: Przy pierwszej wizycie musieliśmy chwilkę poczekać, ponieważ był obsługiwany chłopiec nieco starszy od Bibi. Co by dziecko się nie nudziło, salon fryzjerski dysponuje specjalnym pokojem zabaw, gdzie znajdują się różne zabawki. Przed wejściem należy zdjąć buty, co by utrzymać higienę pomieszczenia. Dla malutkich dzieci salon oferuje znane nam już fotele-samochody. Kierownica i inne „funkcje” auta sprawiają, że maluszek ma się czym zająć. Można podać dziecku też zabawki, które znajdują się również na półkach obok. W ekstremalnych sytuacjach mamy też do dyspozycji małe telewizory, przez które można maleństwu puścić bajki. Włoski niemowląt są obcinane specjalnymi brzytewkami. Według mnie jest to bardzo fajna opcja, ponieważ praktycznie nie ma ryzyka skaleczenia dzidziusia, a i nie powinno się przestraszyć, jak w przypadku nożyczek. Jeśli najmłodszy klient będzie miał tzw. „sytuację awaryjną”, to zawsze możecie skorzystać z przewijaka, gdzie są wymieniane podkłady 🙂

bty
Fotele dla najmłodszych klientów 🙂
bdr
I fotel dla nieco starszych klientów 😉
bty
Lustereczko, powiedz przecie…
bty
Co by maluchy się nie nudziły przed wizytą – pokój zabaw
bty
I jeszcze więcej zabawek!
bdr
W razie nagłej potrzeby, można skorzystać z przewijaka.

 

RECENZJA WIZYTY: Jeśli chodzi o niemowlaków, pan Berkan rzeczywiście dość delikatnie się z nimi obchodzi. Bibi praktycznie nie odczuła, że obcina jej się włosy, a nawet (jak widać na zdjęciu głównym) podobało jej się to nowe doświadczenie 🙂 Fryzjer pyta Rodziców, w jaki sposób Maleństwo lubi być traktowane lub czy czegoś się boi (nasza Córka obawia się trochę suszarki, ale daliśmy radę). Pan Başo stawia na komunikację z klientami – chce poznać opinię, ale też koryguje oczekiwania i wyjaśnia, dlaczego np. obetnie grzywkę w inny sposób. Bardzo chcieliśmy, by Bibi miała wygodną fryzurkę na lato, ale nie chcieliśmy jednocześnie, by wyglądała jak chłopiec. Fryzjer podciął jej więc leciutko grzywkę i obciął włosy z tyłu i dość mocno ścieniował. Pozostawił tzw. pejsy i odrobinę włosów z przodu, gdyż „w przeciwnym razie miałaby chłopięcy wygląd” (jak to mówimy w Polsce: „na Jacusia”). Wyszedł z tego taki modny bob. Rzeczywiście, Bibi wyglądała bardzo ładnie i dziewczęco po każdej wizycie 🙂 Nie było żadnych odstających pojedynczych włosów. Efekt cieniowania pozostał jej do dnia dzisiejszego (choć ostatni raz odwiedziliśmy salon Masal pod koniec lutego). Włosy z każdą wizytą są coraz gęstsze i mocniejsze, a na przodzie czasem tworzą się delikatne loczki. Jedyne, do czego bym się mogła przyczepić, to jednak zbyt delikatne obcięcie grzywki. Włosy 1,5rocznego Malucha bardzo szybko rosną i po krótkim czasie trzeba było ponownie ją podciąć. Poza tym, bardzo pozytywnie.

bty
Bibi po ostatnim strzyżeniu 🙂

CENA: 50 TL (na nasze wychodzi to około 50 zł). Nie jest to tani zabieg w tym salonie – tureckie salony fryzjerskie generalnie są droższe, niż polskie. Lecz mając na uwadze końcowy efekt, wyposażenie i fakt, że zabieramy tam Bibi raz na jakiś czas, byliśmy w stanie wydać taką sumę.

 

Jeżeli Mama ma ochotę wybrać się do fryzjera w tym samym czasie, co Maleństwo, to nie musi skakać z jednego miejsca na drugie. „Masal Çocuk Kuaförü” oferuje również strzyżenie damskie w tej samej cenie 🙂 (przypominam, że pierwszą specjalizacją pana Berkana Başo jest fryzjerstwo kobiece).

 

DANE KONTAKTOWE:

Masal Çocuk Kuaförü
Bağdat Caddesi Maltepe Pasajı Blok No: 425/85-86
34-844 Maltepe/Istanbul

Tel: +90 216 371 90 72
E-mail: info@masalcocukkuaforu.com
Strona internetowa: http://masalcocukkuaforu.com/
Facebook: https://www.facebook.com/masalcocukkuaforu2011/

Mapa 1.png

 

 

Jeśli ktoś z Was miał okazję odwiedzić „Masal Çocuk Kuaförü” lub chce podzielić się swoimi doświadczeniami z innym dziecięcym salonem fryzjerskich w Stambule, zapraszam do skomentowania wpisu lub posta na naszym facebookowym Fanpage 🙂

W następnym wpisie napiszę o tym, jak wyglądają zakupy dla maluchów w tureckich sklepach dziecięcych i czym one się różnią od polskich 😉 Zostańcie z nami!

 

 

Reklamy

Aktywna stambulska Mama… i Maluch :)

Drogie Mamy.

Tak jak zapowiedziałam ostatnio, dzisiaj napiszę Wam co nieco o tym, jak Wy i Wasze Maleństwa możecie być aktywni fizycznie w Stambule. Czy uprawiałyście odpowiedni sport w ciąży lub po okresie połogu? Świetnie! Czy angażujecie Wasze maluchy w różne ćwiczenia? Jeszcze lepiej! Dlaczego więc rezygnować z tego na urlopie? Jeśli właśnie wybieracie się do Stambułu i chciałybyście kontynuować aktywność fizyczną z Waszymi bejbikami, to właśnie znalazłyście się w odpowiednim miejscu 😉 Poniżej przedstawiam Wam miejsca, w których możecie wspólnie z maluszkami uwolnić endorfiny w „wolnej chwili” 😉

bty
To zdjęcie zostało zrobione, kiedy miałam z Mężem wychodne na squasha – co by nie było, że tylko prawię morały 😉

 

Jednak sporo stron internetowych jest w języku tureckim, więc polecam wcześniej zapoznać się z takim małym słowniczkiem:

Wiek dziecka:

……ay – …… miesięcy

…….yaş / yaşında – ……. lat

Dni tygodnia:

hafta – tydzień

pazartesi – poniedziałek

salı (czyt. saly) – wtorek

çarşamba (czyt. czarszamba) – środa

perşembe (czyt. perszembe) – czwartek

cuma (czyt. dżuma) – piątek

cumartesi – sobota

pazar – niedziela

Inne przydatne słówka:

dersler – zajęcia 

bireysel ders – lekcja indywidualna

tanıtım dersi – lekcja wprowadzająca

grup dersleri – zajęcia grupowe

iletişim – kontakt

oyun – gra/zabawa

çocuk – dziecko

anne – mama

şubeler – oddziały

(Kişibaşı) fiyat – cena (za osobę)

doğum günü – urodziny

havuz – basen

emzirme – karmienie piersią

yüzme okulu – szkoła pływania

1) My Gymklub dla najmłodszych z zajęciami sportowymi od drugiego miesiąca życia do trzynastu lat. Oferuje on naukę i zabawę w jednym. Prowadzone są treningi zarówno dla samych dzieci, jak i maluszków z mamami. Oprócz tego, organizowane są urodziny najmłodszych klubowiczów 🙂 „My Gym” znajduje się w wielu stambulskich i pozastambulskich lokalizacjach. Możecie sprawdzić plan zajęć w wybranej lokalizacji klikając w zakładkę „şubeler” (po polsku: oddziały) i wybierając najbliższą dzielnicę. Nazwy zajęć są zapisane po angielsku. Niektóre oddziały prowadzą nawet lekcje w tym języku.

Zdjęcie użytkownika My Gym Türkiye.

My Gym Oyun Grubu
Źródło: Oficjalna strona My Gym

2) Doum Mom & Baby Yoga – szkoła DOUM została stworzona dla miłośniczek jogi, które spodziewają się dziecka, a także dla tych, które niedawno powitały maluszka na świecie. Oferowane są trzy grupy zajęciowe: joga dla ciężarnych, joga dla kobiet po okresie połogu oraz joga dla mam z dziećmi. Oprócz tego, jest prowadzona masa innych zajęć: pilates,  oddychanie i medytacja dla ciężarnych, masowanie dzidziusia… Prowadzona jest również szkoła rodzenia i poradnia laktacyjna. Więcej na temat programu i opłat możecie się dowiedzieć na anglojęzycznej wersji oficjalnej strony internetowej. Szkoła Doum znajduje się po stronie europejskiej w dzielnicy Sarıyer przy Emirgan Sokak 16/1.

Doum
Źródło: Oficjalna strona Do-um

 

3) Pływanie – istnieje szereg pływalni, które organizują zajęcia dla dzidziusiów. Oczywiście, jeden z rodziców będzie im towarzyszyć podczas nauki pływania 🙂

Jedną z najpopularniejszych jest Aqua Tots. Szkoła ta znajduje się w dwóch lokalizacjach: Pierwsza to sąsiedztwo Etiler w europejskiej dzielnicy Beşiktaş (adres: Seher Yıldızı Sokak 23). Druga to sąsiedztwo Göktürk w, również europejskiej, dzielnicy Eyüp (adres: Kayın Sokak 2). Maluszki mogą rozpocząć naukę pływania już w szóstym miesiącu życia. Szkoła oferuje osiem poziomów nauczania uzależnionych od wieku dziecka. Aqua Tots dysponuje stroną internetową w języku angielskim. Możecie zamówić tam darmową lekcję próbną.

Aqua Tots

Źródło: Oficjalna strona Aqua Tots

Podaję Wam również informacje o innych pływalniach, które prowadzą strony internetowe wyłącznie w języku tureckim.

Pierwsza to Sensory Swimmers. Jest ona częścią szkoły dla rodziców i maluchów „Baby Sensory”. Zajęcia są podzielone na trzy grupy: 1) od noworodka do pierwszych urodzin malucha, 2) od 13 miesiąca życia do drugich urodzin, 3) od 24 do 36 miesięcy. Lekcje odbywają się w azjatyckiej dzielnicy Ataşehir (Barbaros Mahallesi) przy ulicy Evren Cad. 56/A. „Baby Sensory” organizuje nie tylko zajęcia z pływania, ale też różne programy edukacyjne dla Maluchów oraz praktyczne seminaria dla rodziców przygotowujące do jak najlepszej opieki nad małym dzieckiem, na przykład: zajęcia sensoryczne dla niemowląt i małych dzieci, przygotowanie do nocnikowania, seminarium efektywnego usypiania dzidziusia, a nawet nauka niemowlęcego „języka migowego”. Uczestnicy mają okazję brać udział w różnych imprezach aranżowanych przez „Baby Sensory”, np. Święta, czy Urodziny Malucha. Oprócz tego, można również skorzystać z poradni laktacyjnej, czy zamówić profesjonalną sesję zdjęciową dla Waszej Gwiazdy 🙂

sensory.jpg

Źródło: Oficjalna strona Baby Sensory

Drugą szkołą pływania jest Aqua Babies, która ma swoje siedziby nie tylko w wielu tureckich miastach, ale też w Wielkiej Brytanii, na Cyprze Północnym, w Tajlandii, Australii oraz kilku krajach europejskich i azjatyckich. Zajęcia organizowane są dla maluchów już od drugiego miesiąca życia (do lat 5) i odbywają się w europejskiej dzielnicy Bayrampaşa na ulicy 50. Yıl Cad. 111. Trzecia szkoła nazywa się Swimlabs. Organizuje ona zajęcia maluchów z rodzicami dla dwóch poziomów wiekowych: 1) od szóstego do osiemnastego miesiąca życia, 2) od osiemnastu miesięcy do lat trzech. Grupy są maksymalnie trzyosobowe. Trzylatki mogą już rozpocząć lekcje dla początkujących, bez rodziców, z samymi nauczycielami. Zajęcia odbywają się po stronie europejskiej, w dzielnicy Beşiktaş (sąsiedztwo Akatlar) przy ulicy Uğur Mumcu Cad. 8. Jest to budynek Centrum Kulturalnego im. Mustafy Kemala (tr. Mustafa Kemal Kültür Merkezi). I czwarty kompleks pływacki, który organizuje lekcje dla najmłodszych pływaków – nazywa się Dolphin Babies i znajduje się w azjatyckiej dzielnicy Üsküdar (adres: Cumhuriyet Mah, Nurol Sokak 31). Zajęcia dla pierwszej grupy maluchów (0-15 miesięcy) odbywają się w poniedziałki, wtorki, czwartki, soboty i niedziele. Druga grupa (15 mies. – 2,5 roku) ma organizowane zajęcia w soboty i niedziele. Trzecia grupa (tzw. Toddlers od 3 do 4 lat) ma okazję uczęszczać na lekcje pływania w środy, czwartki, piątki i soboty. Szczegóły planu zajęć znajdują się w linku.

 

 

Czasami w Internecie możecie znaleźć w starszych artykułach wzmiankę o szkole „Swim Baby Türkiye”, która prowadziła w dwóch stambulskich lokalizacjach zajęcia dla dzidziusiów – również dla noworodków. Tutaj chciałam jedynie nadmienić, że niestety, od 2017 roku placówka ta działa tylko w Bodrum (informacja podana na oficjalnej stronie internetowej).

 

4) Taniec – nie wiem, jak u Was, ale moja Bibi jest bardzo muzyczna 🙂 Lubi tańczyć, a nawet układać piosenki ze swojego gaworzenia 😉 Większość szkół jednak organizuje zajęcia taneczne dla dzieci minimum od czwartego roku życia. Jeśli jesteście właśnie w Stambule i chcecie potańczyć, możecie skorzystać z dwóch możliwości, nawet, jeśli Wasza Pociecha nie skończyła jeszcze roku. Obie strony internetowe mają wersje anglojęzyczne.

Pierwsza opcja to Joimove. Jest to międzynarodowa szkoła tańca założona przez Turczynkę Selen Yılmaz. Zajęcia są przeznaczone dla mam z maluchami w chustach lub nosidełkach. Możecie się nauczyć różnych rodzajów tańca: salsa, bachata, taniec brzucha, balet, rock i inne… Przed rozpoczęciem zajęć mamy biorą udział w krótkim seminarium na temat bezpiecznego noszenia maleństwa w chuście czy nosidełku (w razie braku własnego, szkoła dysponuje zapasowymi nosidłami). Ponadto, Joimove zapewnia uczestnikom wodę i przekąski oraz organizuje różne eventy integracyjne. Minimalny wiek malucha to 8 tygodni (maksymalny to ok. 18 miesięcy). Przed przystąpieniem do zajęć zaleca się wcześniejszą rutynową wizytę u ginekologa, którą większość świeżo upieczonych mam odbywa w szóstym tygodniu po porodzie. Odpowiedzi na najczęściej nurtujące pytania możecie znaleźć na oficjalnej stronie. Oprócz w Stambule, Joimove znajduje się również w Izmirze, Bursie i Antalyi. Szkoła posiada siedziby również w Wielkiej Brytanii, USA, Meksyku oraz w wielu krajach europejskich i azjatyckich. Chcąc dowiedzieć się więcej na temat programu i lokalizacji, znajdźcie interesujący Was kraj i miasto w zakładce Find a class, a potem kliknijcie w nazwisko wybranego trenera. Znajdziecie tam adres e-mail lub linki do wybranych mediów społecznościowych, za pomocą których możecie się bezpośrednio skontaktować. Jeśli w Waszym kraju nazwiska trenerów nie posiadają odnośnika do danych kontaktowych, możecie skorzystać z formularza kontaktowego.

Zdjęcie użytkownika Joimove Türkiye.

Zdjęcie użytkownika Joimove Türkiye.
Źródło: Fanpage Joimove na Facebooku

Druga opcja to Salon Sanat Music Together. Szkoła ta jest bardziej nastawiona na wszystkie aktywności muzyczne, niż stricte taniec (śpiew, taniec, gra na instrumentach, ćwiczenia przy muzyce). Zajęcia są przeprowadzane w różnych grupach wiekowych od noworodków do piątego roku życia. Salon Sanat jest zlokalizowany w dwóch stambulskich dzielnicach. Pierwsza to Caddebostan w azjatyckiej części miasta (adres: Mustafa Reşit Belgesay sok. Aydınlık apt., No: 40/1). Druga lokalizacja to Beyoğlu po stronie europejskiej (adres: Cihangir, Susam sok. 11/1). „Music Together” można znaleźć też w Ankarze (dzielnica İncek).

Zdjęcie użytkownika Salon Sanat Music Together.

photo
Źródło: Oficjalna strona Salon Sanat

Artykuł ten jest dedykowany nie tylko Mamom, które zatrzymały się z maluchami w byłym Konstantynopolu na wakacje. Gorąco polecam go też zagranicznym żonom/partnerkom Turków, które mieszkają z nimi i dziećmi w Stambule, czy też zdecydowały się tam urodzić… A samych Polek jest naprawdę sporo. Większą część urlopu macierzyńskiego spędziłam w Turcji. Nie mając zbyt wielu znajomych tam (prawie wszyscy byli singlami) często czułam się osamotniona. Wybierając się na zajęcia z maleństwem macie to pozytywne uczucie, że robicie coś więcej, niż „tylko” zajmowanie się dzieckiem, że robicie coś dla siebie. Ponadto, poznajecie nowych ludzi, z którymi macie sporo wspólnych tematów do obgadania. 🙂

 

Następny wpis będzie troszkę nietypowy, bo napiszę o stambulskich fryzjerach dziecięcych 🙂 Mamy doświadczenie już z jednym salonem fryzjerskim, więc pozwolę sobie zrecenzować usługi, żebyście mogli potem przeczytać artykuł w celach zapoznawczych 😉 Poinformuję także o innych dostępnych zakładach fryzjerskich dla dzieci, które znajdują się w mieście.

 

English

 

 

Na spacer po Stambule!

Drodzy Rodzice!

W poprzednim wpisie poruszyłam temat poruszania się po Stambule. Skoro kwestie organizacyjne już poznaliśmy, warto zastanowić się nad tym, dokąd możemy się wybrać z naszym Maluchem 🙂 Tym bardziej, że rozpoczął się sezon wylotów do byłego Konstantynopola i coraz częściej słyszę pytania na różnych grupach dyskusyjnych na temat miejsc odpowiednich dla małych dzieci. Poniżej mamy destynacje, które jako pierwsze przyszły mi do głowy. Zaczynamy! 😉

1) Miniatürk: Jest takie miejsce w Stambule, gdzie możecie zobaczyć całą Turcję na zaledwie sześciu hektarach powierzchni. Gdzie możecie odwiedzić wszystkie dziedzictwa tureckiej kultury w kilka godzin. Jest to park „Miniatürk”. Ten oto park miniatur jest nie tylko tzw. „must see” dla każdego turysty, ale też świetnym miejscem do spacerów z maluchami. Ekspozycje i symulacje są odpowiednio zabezpieczone. Jest pełno zieleni i miejsca do biegania. I najważniejsze – park zapewnia dużo atrakcji małym dzieciom, np. plac zabaw, labirynt, drzewo opowiadające bajki, czy jazda ciuchcią 🙂

Jeśli chcecie dowiedzieć się czegoś więcej na temat eksponowanych zabytków, możecie skorzystać z systemu audio, który zapewnia informacje w wielu językach (niestety, nie w polskim): tureckim, angielskim, francuskim, niemieckim, rosyjskim, arabskim, hiszpańskim, japońskim i perskim (farsi).

 

 

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

2) Akwaria:

Jak już wspomniałam w maltańskim poście, Bibi jest wielką miłośniczką akwariów i oceanariów 🙂 W Stambule jest ich obecnie cztery: Sea Life (kiedyś TurkuaZoo), Istanbul Aquarium, ViaSea i najnowszy – Emaar. Dwa pierwsze znajdują się po stronie europejskiej. Ostatnie dwa – po azjatyckiej. Koszt wstępu dla osoby dorosłej zaczyna się od 40TL. W każdym akwarium możecie również (za dodatkową opłatą) zrobić sobie zdjęcie lub pójść do sklepu z pamiątkami. Moim ulubionym było zdecydowanie Istanbul Aquarium w dzielnicy Florya. Jest on duży, a jego największą zaletą jest to, że jest tematyczny – każde pomieszczenie przedstawia zupełnie inny motyw. Podobało mi się też to, że można było zrzucić zdjęcia cyfrowe na płytę i nie trzeba ich było drukować. Mogę z czystym sumieniem polecić też Emaar – przewodnicy naprawdę angażują się w oprowadzanie gości i opowiadanie im ciekawostek o podwodnych stworzonkach 🙂

 

 

 

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

3) Stambulskie parki:

Choć Turcy narzekają na to, że Stambuł nie jest zbyt zielony, jego dużym plusem jest spora ilość parków z miejscami do zabawy dla dzieci. Przedstawiam Wam moje ulubione – choć tych po azjatyckiej stronie będzie więcej przez wzgląd na moje miejsce zamieszkania.

Moim numerem 1 w azjatyckiej stronie Stambułu jest zdecydowanie Göztepe 60. Yıl Parkı (co mniej-więcej oznacza „Park Sześćdziesięciolecia Dzielnicy Göztepe”). Jego cechą charakterystyczną jest ogromna ilość kwiatów, w szczególności róż, w prawie każdym zakamarku. Dlatego proponując komuś z rodziny Męża spacer, mówię, żebyśmy poszli do „Gül Parkı” (tr. gül – róża) 🙂 Oprócz tego, jest sporo miejsca do biegania i zabawy, akwarium na samym środku oraz pokaz fontann kilka razy dziennie. Świeży bywalcy spędzają tam ok. 1,5 godziny. Z parku w Göztepe jest już całkiem blisko do muzeum zabawek (tr. İstanbul Oyuncak Müzesi).

 

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Równie lubianymi przeze mnie są także Özgürlük Parkı i Fenerbahçe Parkı. Pierwszy park również znajduje się w dzielnicy Göztepe. Jest świetnie zorganizowany. Możemy nie tylko liczyć na piękne widoki i mnóstwo zieleni, ale też mamy do dyspozycji boisko do gry w kosza, małą siłownię, knajpkę przy oczku wodnym (polecam udać się tam na śniadanie!), w pobliżu są również sklepy. Park Fenerbahçe natomiast znajduje się przy samym wybrzeżu, dlatego nie tylko macie stamtąd świetny widok na morze, ale również możecie się przespacerować po deptaku. Samo miejsce jest bardzo romantyczne – nawet znajduje się tam kawiarnia o nazwie „Romantika” 🙂 Bardzo fajnym nadmorskim parkiem jest też Maltepe Sahil. Dzięki sporej ilości miejsc na parkingu strzeżonym można spokojnie pojechać tam samochodem i nie martwić się o postój. Oprócz miejsc do zabawy i ławeczek do odpoczynku, mamy do dyspozycji też obiekty sportowe, dużo kawiarni, restauracji, a nawet market Migros naprzeciwko 😉

Godnym polecenia jest ogród botaniczny Nezahat Gökyiğit znajdujący się między dzielnicami Ataşehir i Ümraniye. Miejsce spokojne, pełne różnych gatunków roślin. Co odróżnia Nezahat Gökyiğit od innych europejskich ogrodów botanicznych jest to, że wejdziecie tam za darmo.

Jeśli natomiast chodzi o stronę europejską, jak już wspomniałam, nie mam zbyt wielkiego doświadczenia, ale chętnie przedstawię Wam kilka z nich, które mi się spodobały. Pierwszy  to Gülhane Park. Nie bez przyczyny jest on nazywany parkiem historycznym. Znajduje się on przy samym pałacu Topkapı. Wokół niego jest pełno muzeów, a poza tym, stamtąd jest praktycznie rzut beretem do dwóch najważniejszych stambulskich zabytków – Aya Sofia i Błękitny Meczet Sultanahmet. Sam park jest przeuroczy – pełno tam tulipanów i innych kwiatów, alejek, pomników, strumyków z fontannami, ławeczek… W sam raz na krótki odpoczynek w samym sercu Stambułu. Nie powinno nas dziwić więc, że Gülhane został uznany na najpiękniejszy park w byłym Konstantynopolu. Inne miejsce, które mi się spodobało, to Sporcular Parkı w dzielnicy Levent. Jest tam dużo zieleni, sporo miejsca do biegania, a nawet niewielka kawiarnia. Wokół znajduje się kilka obiektów sportowych. 

 

Znalezione obrazy dla zapytania park Gulhane
Park Gülhane. Źródło: Google.

Warto dodać, że na terenie większości parków i nadmorskich deptaków znajdują się regularnie utrzymywane w czystości toalety. Płaci się za wstęp 1 lirę turecką – można użyć zwykłej monety albo wspomnianej w poprzednim wpisie Istanbulkart 🙂 W każdej z nich znajdują się przewijaki dla niemowląt. I tutaj bardzo ważna informacja – są one zarówno po stronie damskiej jak i męskiej! Tak więc Panowie – jeśli to jest Wasza kolej na zmianę pieluszki, nie będziecie mogli się wymigać 😉 Zdjęcia zostały zrobione w parku Göztepe 60. Yıl.

 

 

4) Legoland: Dla fanów Lego mam dobrą wiadomość – w Stambule, niedaleko Akwarium SeaLife, znajduje się potężny kompleks rekreacyjny Legoland, gdzie, np. możecie zobaczyć miasto w wersji klockowej 🙂 Choć wydawać by się mogło, że jest to raczej miejsce dla starszych dzieci, obiekt jest też przyjazny najmłodszym podróżnikom. Istnieje tam szereg udogodnień dla wózków, a także specjalne łazienki rodzinne, gdzie można przewinąć malucha. Poza tym, już roczniaki mogą ćwiczyć tutaj swoje umiejętności manualne poprzez zabawę (należy jednak zwrócić uwagę na to, by wybierać miejsca z większymi klockami).

Znalezione obrazy dla zapytania legoland istanbul
Legoland w Stambule. Źródło: Istanbul Tour Studio Blog

5) A poza miastem?

W anatolijskiej części Stambułu znajdują się cztery Wyspy Książęce dostępne dla turystów: Büyükada, Heybeliada, Burgazada i Kınalıada. Do tej pory odwiedziłam dwie pierwsze wyspy i uważam, że są to urocze miejsca na spacer lub piknik. Lecz pewnie większość Turków Wam powie, że najlepiej wyspy jest zwiedzać rowerem (w przypadku wycieczki z małym dzieckiem niezbędny jest fotelik rowerowy, lecz tutaj nie jestem w stanie powiedzieć, czy firmy wypożyczające takie posiadają). Największym atutem wysp jest możliwość odpoczęcia od miejskiego zgiełku i rozkoszowania się naturą – na wyspach jest maksymalnie ograniczony ruch samochodowy, więc na drogach możecie zobaczyć najczęściej rowery i konne bryczki. Na wyspy dostaniecie się promem, tzw. vapur. Odpływa on z portów w Bostancı oraz EminönüKadıköy.

sdr
Wyspa Heybeliada

Możecie też pojechać do niedalekiego miasta Darıca w prowincji Izmit. Znajduje się tam ZOO („Faruk Yalçın Hayvanat Bahçesi„). Dzieci do trzeciego roku życia wchodzą za darmo. Bilety ulgowe kosztują 30 lir, dorośli płacą 40 lir.

 

 

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

6) A gdyby tak pójść na zakupy z maluchem?…

Generalnie, nie polecam chodzenia do centrów handlowych z niemowlęciem – w szczególności do tureckich galerii. Już na samym wejściu jesteście narażeni na promieniowanie, ponieważ przechodzicie przez bramki, a Wasze torebki są prześwietlane niczym na lotnisku. Centra handlowe są duże i głośne. No, ale wiadomo… Często nie mamy wyjścia. Jednak w azjatyckiej dzielnicy Ataşehir znajduje się galeria handlowa, do której spokojnie możecie się wybrać z maluchem, szczególnie w ładną pogodę. Nazywa się Watergarden. Nazwa tego kompleksu jest absolutnie nieprzypadkowa. Budynek okrąża sporą sieć fontann, których pokaz odbywa się co godzinę. Można go oglądać praktycznie z każdej strony, ponieważ większość sklepów ma wyjście na świeże powietrze (film z widowiska możecie obejrzeć, na przykład, TUTAJ). Restauracje i kawiarnie są usytuowane na najniższym poziomie i posiadają część zewnętrzną przy samej wodzie. Na dachu znajduje się niemały plac zabaw. Mamy tam sporą część sklepów i kawiarnię wewnętrzną skierowaną właśnie do rodziców z dziećmi (aczkolwiek brakuje mi sklepu typu Joker lub eBebek). Na najniższym poziomie niedaleko parkingu znajduje się market Migros, gdzie mamy spory wybór produktów. Pokoje do opieki nad dzieckiem są bardzo czyste i wygodne. Niedaleko galerii jest też bazarek z produktami organicznymi. I bardzo ważna sprawa – nie ma tam, póki co, bramek przy wejściach i maszyn do prześwietlania jak w większości galerii.

Znalezione obrazy dla zapytania water garden istanbul logo

Watergarden

 

Jeżeli wybraliście się do Stambułu ze starszakiem, to w galerii Akasya znajduje się Kidzania – miejsce, w którym dzieci od lat 4 mogą rozwijać swoje zainteresowania i nabywać praktycznych umiejętności 🙂 (niestety, turecki oddział nie dysponuje angielską wersją językową) Bilet wstępu dla malucha kosztuje 75 TL. Jeśli opiekun mu towarzyszy, musi dopłacić 35 TL.

Znalezione obrazy dla zapytania kidzania istanbul logo

Poza tym, praktycznie wszystkie akwaria znajdują się przy centrach handlowych, więc w razie potrzeby można skoczyć na szybkie zakupy.

 

Stambuł jest dynamicznie rozwijającym się miastem i cały czas powstają tu nowe miejsca. Jeśli odwiedzimy z Bibi kolejne destynacje, z pewnością damy Wam o tym znać na blogu 😉 Następny artykuł napiszę o aktywności fizycznej dla mam i maluchów w Turcji.

 

English

Lecimy do Stambułu! Część 2 :)

Witam ponownie!

Dzisiejszy post będzie na temat poruszania się po Stambule – mam tu na myśli zwłaszcza drogę z lotniska. No, bo dolecieliśmy do Stambułu i co dalej? Trzeba sobie jakoś radzić 😀

Nim przejdę do rzeczy, przypomnę jeszcze raz o konieczności wykupienia sobie e-wizy dla Was i Waszych pociech. Strona internetowa jest w języku polskim i cały proces jest opisany krok po kroku. Jest to znacznie lepsza opcja, niż stanie w dodatkowych kolejkach i wykupywanie wizy na lotnisku.

 

Taksówka

W Stambule istnieje szereg różnych firm transportowych, jednak wspomnę tutaj o jednej, której użyłam podczas podróży z Bibi. Jeśli chodzi o transport z lotniska, z czystym sumieniem mogę polecić Bitransfer. Możecie zarezerwować transport przez internet o planowanej dacie i godzinie, wybrać samochód, a na końcu zapłacić przez online. Przykładowo (jak na załączonym obrazku) przejazd z lotniska Atatürk (Europa) do dzielnicy Göztepe (Azja) Mercedesem Vito kosztuje tutaj 143 liry za samochód (czyli tyle samo złotych). Przyznaję, że to nie jest najtańszy środek transportu, niemniej jednak uważam, że z małym dzieckiem jak najbardziej warto.

Vito

Każdy samochód ma załączony fotelik dla dziecka (o co ciężko w innych tureckich taksówkach) – jest możliwe również zamówienie dodatkowego siedziska. Spokojnie zmieści się w nim sześcioosobowa rodzina. Tylne okna są przyciemniane, auta są klimatyzowane, a w razie pragnienia są dostępne różne napoje. Fotele są naprawdę wygodne! Pod resztą udogodnień zawartych w opisie również się podpisuję 🙂 Choć w jest napisane, że powinniście dotrzeć na miejsce w ciągu godziny, my byliśmy w Kadıköy już po 20 minutach! A to zasługa tunelu Avrasya, przez który samochody dość szybko przedostają się na drugi kontynent 🙂

Zdaję sobie oczywiście sprawę, że na co dzień zamawianie Bitransfer mogłoby mocno uszczuplić portfel. Standardowych taksówek w Turcji nie trzeba specjalnie zamawiać i nie są drogie. Można stanąć przy ulicy i zatrzymać dowolny dostępny żółty samochód z napisem taxi (najczęściej Fiat lub Hyundai) 🙂 Niestety, nie gwarantują one fotelików dla dzieci – o ile maluch poniżej roku może skorzystać z nosidełka-jajka, o tyle z roczniakiem już może być problem. Turcy jednak zbytnio się tym nie przejmują, ponieważ sprawa ta nie jest specjalnie usankcjonowana, a dzieciaki zwykle siedzą u rodziców na kolanach. Dla zachodnich turystów jednak jest to dyskomfort. Inna rzecz, na którą należy zwrócić uwagę to taka, że biorąc taksówkę do domu… lepiej samemu znać drogę i wskazać ją kierowcy, a jeszcze lepiej po turecku (dlatego musicie sobie zapamiętać: „sağ – prawy”, „sol – lewy” i „düz – prosto”) 😉

Podobny obraz
Źródło: aturquia.com

Komunikacja miejska

Poruszając się po Stambule komunikacją miejską rzeczą niezbędną jest Istanbulkart. Można ją zakupić w wybranych punktach. Płaciłam za nią ok. 10 lir (10 zł). Jest to karta magnetyczna, którą najpierw doładowujesz wybraną kwotą w automacie Biletmatik lub w przeznaczonych do tego kioskach. Później, przy wejściu do środka transportu publicznego, odbijasz ją w specjalnym czytniku. TUTAJ macie podane ceny za przejazdy różnymi środkami transportu (oczywiście, po przesiadkach, cena za przejazd będzie się redukować). Bilet miesięczny w przypadku karty anonimowej (takiej, którą możesz później komuś odstąpić) wynosi 200 TL (czyli ok. 200 zł), więc ma to sens, jeśli przebywasz w Turcji dłużej, niż dwa tygodnie. Nieco taniej, bo 180 lir, wychodzi bilet miesięczny przy tzw. MaviKart – ale wyrobienie jej wymaga trochę zachodu i należy też dołączyć zdjęcie, więc jest to opcja raczej dla stałych bywalców 😉 Swoją drogą, dzięki Istanbulkart nie tylko zapłacicie za przejazdy, ale też, na przykład, za korzystanie z publicznej toalety lub za parking.

Znalezione obrazy dla zapytania istanbulkart anonim

Zacznę od tego, czym można dostać się z jednego kontynentu na drugi (wszak Stambuł znajduje się zarówno w Europie, jak i w Azji):
Marmarayjest to taki rodzaj metra, które przejeżdża tunelem o tej samej nazwie pod Cieśniną Bosfor i przewozi pasażerów na drugi kontynent. Kursuje on średnio co 10 minut.

Znalezione obrazy dla zapytania marmaray schedule

Marmaray

Metrobusspecjalny szybki autobus jadący wydzielonym pasem na drugi kontynent,  zazwyczaj unikający korki (chyba, że na moście Boğazici nad Cieśniną Bosfor – tam wszyscy, bez wyjątku, jadą wolniej). Za dnia metrobus przyjeżdża średnio co 3 minuty. Nocą – co pół godziny/godzinę (i zwykle jest zatłoczony). Jeśli jedziecie metrobusem mniej, niż trzy przystanki, możecie odzyskać część pieniędzy za przejazd. Musicie w tym celu przyłożyć Waszą Istanbulkart do czytnika przy wyjściu ze strefy.

metrobus
Źródło: iett.istanbul

Podobny obraz
Stacje, na których zatrzymuje się Metrobus i punkty przesiadkowe.
Vapurczyli po prostu prom. Odpływa on średnio co 20 minut. W części azjatyckiej możecie wsiąść do vapur z portów w Kadıköy, Üsküdar i Bostancı. W europejskiej natomiast dostępne są porty w: Beşiktaş, Eminönü i Karaköy. Czas podróży wynosi średnio 20-30 minut. Jak dla mnie, jest to najprzyjemniejszy środek transportu w Stambule 🙂

SAM_8782

Lotnisko Atatürk (Europa)

Miejsce, gdzie można kupić Istanbulkart, znajduje się tuż przy stacji metra „Atatürk Airport” (tr. Atatürk Havalimani). Jeśli Wasze miejsce pobytu znajduje się po stronie azjatyckiej, najrozsądniej będzie dla Was wysiąść na ostatniej stacji „Yenikapı” i przesiąść się na Marmaray. Wysiadacie na stacji stojącej najbliżej Waszego miejsca zamieszkania lub przystanku, skąd macie bezpośrednie połączenie.

Znalezione obrazy dla zapytania haciosman yenikapi metro
Linia metra Atatürk Airport (Havalimani) – Yenikapı. Ze stacji Yenikapı można się przesiąść na Marmaray.
Metro-Marmaray
Siatka połączeń linii metra w Stambule z wyszczególnioną przesiadką na Marmaray. Źródło: metro.istanbul

 

Lotnisko Sabiha Gökçen (Azja)

Istanbulkart możecie kupić w kiosku przy wyjściu na odlotach. Lotnisko to nie ma dostępu do metra (choć podobno ma to niebawem się zmienić), ale odjeżdża stamtąd szereg autobusów zarówno standardowych (z cyferkami na przodzie lub literami SG) jak i droższych-ekspresowych (z literką E na początku). Autobusami jadącymi bezpośrednio do Europy jest ekspresowy E-3 (przystanek końcowy 4. Levent Metro), standardowy 122H (również 4. Levent Metro)  i SG-2 (dojeżdża jeszcze dalej, bo aż na Taksim, ale wspomniany przystanek Levent jest po drodze). Wszystkie wspomniane przeze mnie przystanki końcowe mają dostęp do metra. Inną opcją jest wzięcie autobusu 16S jadący do stacji Metrobus Uzunçayır (jeszcze w Azji), a stamtąd wziąć wspomniany środek transportu. Nie polecam jednak metrobusa w godzinach szczytu (między 7:00 a 9:00 rano i około 15:00), bo jest wtedy strasznie zatłoczony.

Znalezione obrazy dla zapytania haciosman yenikapi metro
Linia metra Yenika-Hacıosman (Europa) z propozycjami przesiadek. Jak już wspomniałam, pierwsza stacja ma również możliwość przesiadki na Marmaray.

Pełną mapę połączeń metra, Marmaray, tramwajów i Metrobus możecie znaleźć TUTAJ

Aplikacja, którą warto pobrać: Moovit

Można też sprawdzić odjazdy przez oficjalną wyszukiwarkę IETT, ale zauważyłam, że od jakiegoś czasu nie jest ona aktualizowana. Google Maps nawet daje radę 🙂

 

A w następnym artykule zamierzam napisać, gdzie w Stambule warto wybrać się na spacer z maleństwem 🙂

English

Lecimy do Stambułu! Część 1 :)

Moi Drodzy!

W dzisiejszym poście rozpoczynam wątek Turcji, a dokładniej Stambułu. Turcji poświęcę przynajmniej kilka wpisów, ponieważ Bibi ma tam swoją drugą rodzinę, dlatego latamy tam dość często. Co za tym idzie – mogę więcej na ten temat powiedzieć 🙂

Zacznę od bardzo ważnej sprawy, czyli e-wizy. Obywatele Polski nie muszą fatygować się do ambasady, tylko mogą szybko wyrobić sobie wizę elektroniczną. Wystarczy wejść na stronę  https://www.evisa.gov.tr/pl/apply/ wypełnić formularz, zapłacić 20 USD za osobę (dzieci, w tym niemowlęta, muszą mieć swoją e-wizę zgodną z danymi w ich paszporcie), a potem wydrukować wizę lub pobrać ją na smartfona czy tablet. Strona jest dostępna również w języku polskim. Możecie oczywiście kupić wizę na lotnisku, ale jest to większy koszt i dłuższe stanie w kolejkach. Lotnisko Atatürk jest już wystarczająco zatłoczone, więc po co fundować dodatkowy stres swojemu dziecku?

screen

Jak się w ogóle dostać się do Stambułu z maleństwem?  Kiedy byłam na studiach, a nie chciałam naciągać Rodziców na bilet lotniczy, ja i moje koleżanki, które z różnych przyczyn wybierały się za granicę (Erasmus, projekty AIESEC, czy odwiedziny chłopaka lub przyjaciół) kombinowałyśmy, żeby jak najtaniej tam się dostać: pociągi i autokary z przesiadkami, loty z Ukrainy, a co odważniejsze brały autostop. W przypadku wojaży do Turcji z dzieckiem pozostaje tylko samolot. No bo jak sobie można wyobrazić jazdę z maluchem autokarem przez ponad dwie doby? Albo wielokrotne zmiany pociągów? Czy też wymachiwanie kciukiem i nosidełkiem przy drodze? No, nie bardzo 🙂 Ale spokojnie, da się polecieć do Stambułu z dzieckiem i nie zbankrutować 🙂
Poniżej przedstawiam linie lotnicze, którymi już latałam z Bibi z Warszawy. Na koniec przedstawię inne opcje, choć podium jest najbardziej przeze mnie rekomendowane 🙂

1) Turkish Airlineszawsze to była moja linia nr 1, ale też nie zawsze mnie było na nią stać. Jeśli zaplanujecie podróż odpowiednio wcześniej, może Wam się uda kupić bilet w dwie strony za niewiele ponad 800 zł. Ceny jednak najczęściej wahają się między 1200 a 1800 zł. Tureckie linie mają szereg zalet. Po pierwsze, lot jest bezpośredni, podróż więc jest znacznie szybsza. Po drugie, w cenie biletu jest posiłek, co dla kobiet karmiących piersią jest szczególnie ważne. Po trzecie, pasażer ma zapewniony szereg udogodnień (wygodne fotele, tablet do oglądania filmów i słuchania muzyki, więcej łazienek z przewijakami). Poza tym, ostatnio małym dzieciom stewardesy dawały słoiczki z owocami lub warzywami, co może nam się zawsze przydać 🙂 Na niektórych lotach zapewniano też gazetki dziecięce – podobno jednak od sierpnia ich nie wydają.
Podobny obraz

WP_20161229_12_13_23_Pro
Słoiczki z owocami i warzywami, które Bibi dostała na pokładzie Turkish Airlines 🙂
SAM_8047
A to mój posiłek 😀

2) LOTkolejna linia z bezpośrednimi lotami do Turcji i w sumie prawie wszędzie J Nasz narodowy przewoźnik może nie jest najtańszy, ale oferuje przeróżne promocje (ostatnio do Stambułu w 2 str, można było polecieć za 600 zł). Ceny za bilet powrotny normalnie zaczynają się od 1000 zł, więc jest odrobinę taniej od „Turkisha”. Gadżetów dla dzieci do niedawna nie dawali, ale podczas ostatniego lotu Bibi dostała kolorowanki z kredkami 😀  Kawa, herbata, woda i Prince Polo są bezpłatne, za jedzenie trzeba było zapłacić. Na szczęście, cena za ciepły posiłek (filet z kurczaka w sosie serowym z kluseczkami i zieloną fasolką) nie jest jakaś bardzo wygórowana, ponieważ zapłaciłam 12 zł, a to i tak mniej, niż za kanapkę w większości linii lotniczych 😛 Tubki owocowe dla maluchów kosztują 6 zł.

Podobny obraz

3) AEGEANlinia grecka, której użyłam, kiedy pierwszy raz leciałam z Bibi do Stambułu. Tutaj już mamy dwugodzinną przesiadkę w Atenach (a na tamtejszym lotnisku można się zgubić). Zaletą jest to, że ceny nie są zbyt wygórowane (za bilet powrotny zwykle płaciłam poniżej tysiaka), a mamy ciepły posiłek w cenie biletu, przemiłe i pomocne stewardesy, a także dołączoną małą paczuszkę mokrych chusteczek dla niemowląt i naklejkę do samochodu 😀

Podobny obraz
aegean baby
Źródło: Oficjalna strona AEGEAN – ale chusteczki i naklejkę dostałyśmy właśnie takie 🙂

4) Ukrainian International Airlinesdość popularną i niedrogą opcją są też ukraińskie linie. Temat jest jednak tak szeroki, że poświęciłam tej linii osobny wpis. Możecie go przeczytać TUTAJ.

Podobny obraz

Czym jeszcze można dolecieć?
Równie popularną linią jest też Lufthansa z przesiadką w Niemczech. Nie latałam jednak jeszcze z tym przewoźnikiem. Gdy tylko uda mi się polecieć, napiszę posta na ten temat 🙂

Jeśli mieszkacie za granicą, jest opcja skorzystania też z taniej tureckiej linii PEGASUS. Możecie nadać bagaż do 20 kg i dolecieć bezpośrednio np. z Niemiec, Francji, Ukrainy, czy Pragi. Jednakże, nie spodziewajcie się udogodnień jak w pierwszych wymienionych trzech liniach.  Tak jak w UIA, opcja ta jest warta rozważenia, jeśli musicie się skupić przede wszystkim na finansach.

 

Do 2016 roku z Warszawy do Stambułu latała też dość fajna linia Air Serbia.  Była niedroga, nie trzeba było długo czekać na lotnisku w Belgradzie, a w cenie biletu zapewniano kanapki, ciasteczka i wybrany napój.  Obsługa też zawsze była bardzo miła i pomagała przy małych dzieciach. Niestety, przewoźnik ten nie lata już ani z Warszawy, ani ze Stambułu 😦 Może kiedyś do nas powrócą?

 

Następny wpis będzie o poruszaniu się po Stambule, co jest ewidentnie tematem-rzeką 😉 Zostańcie z nami!

 

English

Co usłyszeliście przed pierwszą podróżą z Maluchem?

W dzisiejszych czasach mało kogo dziwi widok niemowlęcia w samolocie czy pociągu. Na pierwsze wojaże nierzadko udają się noworodki. Za naszych czasów było ciut inaczej. Pierwsze wakacje nad polskim morzem spędziłam mając cztery lata. Za granicę natomiast udałam się po raz pierwszy w wieku piętnastu lat. Koledzy z klasy mieli taką podróż za sobą wcześniej lub później – nie słyszałam jednak, żeby którykolwiek został zabrany za granicę w wieku niemowlęcym.

Bibi poleciała pierwszy raz samolotem, kiedy miała cztery miesiące. Gdyby nie sprawy rodzinne, pewnie ta podróż nastąpiłaby później. Wiadomo, Rodzic, który w pełni odpowiada za dziecko, niepokoi się, czy ich pociecha dobrze zniesie lot. Całe szczęście, w większości Maluchy nie mają problemów z podróżowaniem – albo przesypiają większość trasy, albo się bawią, albo udaje się je szybko uspokoić w razie płaczu. Bardzo często jednak niepokoje Rodziców są podsycane (nawet, jeśli wyprawa jest konieczna) przez starszych członków rodziny, znajomych, czy inne osoby, które nie mają takiego doświadczenia i nie mają oporów przed podzieleniem się swoimi wątpliwościami.

Postanowiłam napisać więc artykuł o tym, co najczęściej słyszą Rodzice przed pierwszą podróżą z ich kilkumiesięcznym dzieckiem. Materiał został zebrany na grupach facebookowych, podczas rozmów w samolotach, czy też z własnego doświadczenia. Dowiemy się, w czym wspomniani doradcy mogą mieć rację, a gdzie należy obalić mity.

1) Czy nie jest ono za małe? – rzecz względna. Widziałam turystów w samolotach z niespełna miesięcznymi maluchami. Spotkałam też rodziców, którzy czekali do pierwszych urodzin dziecka na wyjazd. Niektórzy nie podróżują wcale, nie czują takiej potrzeby i pewnie ich dziecko wyjedzie poza miasto dopiero podczas wycieczki szkolnej. Linie lotnicze nie pozwalają na wejście na pokład z noworodkiem, które ma mniej, niż 10 dni. Poza tym, wyrobienie paszportu też zwykle trochę zajmuje (w Polsce czas oczekiwania to ok. 2 tygodnie). Choć lekarze nie sprzeciwiają się wylotom maluchów już po pierwszym miesiącu życia, to najbardziej rekomendowany czas na pierwszą podróż jest, kiedy dzidziuś skończy już trzy miesiące i ja się pod tym podpisuję. Z własnego doświadczenia wiem, że im młodszy maluch jest, tym mniej problemów – więcej śpi, mniej zaczepia innych pasażerów i za kilkumiesięcznym dzieckiem nie trzeba biegać. Nie wyciągnęłabym na pewno noworodka do Azji, czy w inną daleką podróż, ale uważam, że jak najbardziej można zabrać zdrowe niemowlę na wakacje do Europy i okolic. Dobrze jest po prostu wsłuchać się w siebie i dziecko.

2) A co, jeśli zacznie płakać? – niemowlęta płaczą i jest to zupełnie normalne. Nie mówią, więc tym sposobem sygnalizują swoje potrzeby. O tym pewnie słyszeliście już wielokrotnie. Bibi wiele razy rozpłakała się podczas spacerów. Czy to oznacza, że powinnam była zostać z nią w domu, kiedy za oknem ładna pogoda? Czy powinnam też unikać lekarzy, ponieważ maleństwo wydziera się już na sam widok stetoskopu? Nie. Oznacza to, że trzeba wsłuchać się w Wasze dziecko, dojść do tego, co ma Wam do powiedzenia i spróbować rozwiązać problem. Ta sama zasada działa w samolotach. Trzeba upewnić się, czy przyczyną płaczu są zatkane uszy, zmęczenie, bądź zwykła nuda, a potem spróbować temu zaradzić i nie obawiać się prosić obsługę, a także innych pasażerów o pomoc. Nie bójmy się płaczu dziecka – zamykanie się w domu z dzidziusiem ani nie jest zdrowe ani dla nas, ani dla niego.

3) Nie leć z dzieckiem do ********* (nazwa kraju lub kontynentu), bo zachoruje i Bóg wie, co jeszcze – tutaj to już naprawdę zależy, o jakim kraju mowa. Możecie polecieć do Afryki lub Azji i w jednym kraju standardowe szczepienia przyjęte w Europie zupełnie wystarczą, w innym musicie wykonać szereg wkłuć, a w jeszcze innym lepiej sobie dać spokój z wyjazdem.  W pierwszej kolejności trzeba zerknąć na strony ambasad w danym państwie, a także na stronę Szczepienia dla Podróżujących, by sprawdzić, czy nie ma żadnych ostrzeżeń epidemiologicznych. Kraje, w których trwa zaraza lub wojna trzeba bezwzględnie wykreślić z listy podróży! Jeśli Wasza destynacja nie jest oznaczona żadnymi ostrzeżeniami, ale wybieracie się na inny kontynent, czy do miejsca, gdzie panuje inny klimat, warto ponownie wejść na wspomnianą stronę, by dowiedzieć się, jakie dodatkowe szczepienia powinniście razem przyjąć. Koniecznie też trzeba zawczasu wykupić odpowiednie ubezpieczenie. Wszystko to opisałam w artykule „Przygotowania do wyjazdu – część formalna”. Inna sprawa to obecna pogoda. Oczywiście, nie powinno się zabierać dziecka tam, gdzie panują skrajne temperatury. Do ciepłych krajów warto wybrać się przed sezonem lub pod sam jego koniec. Wtedy należy mieć przygotowane odpowiednie bawełniane ubranka, kosmetyki i koniecznie apteczkę (nigdy nie wiadomo, jak to z dostępnością i cenami na miejscu). A jeśli ktoś obawia się, że przez sam trzygodzinny lot do podobnej strefy klimatycznej Maluch przeziębi się lub coś gorszego… To samo może się zdarzyć podczas spaceru w parku, na zakupach, a zwłaszcza, jeśli przez dłuższy czas siedzimy w domu. Trzymanie pod kloszem często przynosi więcej szkody, niż pożytku.

4) Nie leć z dzieckiem do ********, bo tamta rodzina może je porwać! – jeden z moich „ulubionych” tekstów. Najczęściej słyszą je osoby, które mają małżonków z krajów Bliskiego Wschodu. Jako żona Turka, usłyszałam kiedyś podobną radę podczas zajęć w szkole rodzenia. Niestety, kraje zamieszkałe w większości przez muzułmanów cieszą się, z różnych przyczyn, złą sławą w mediach europejskich i północnoamerykańskich. Jest to często krzywdzące wobec zwyczajnych obywateli danych państw. Kiedy hormony ciążowe opadły, zdałam sobie sprawę, że większość tego typu ostrzeżeń jest wypowiadana przez osoby, które nigdy nie były w żadnym kraju bliskowschodnim, a wiedzę czerpią od innych osób lub ze środków masowego przekazu. Tacy ludzie najczęściej robią to z troski i wydaje im się, że czynią dobrze.  Należy zwrócić uwagę na to, że kanały informacyjne zazwyczaj mają na celu wzbudzenie sensacji, a nic tak nie zwraca uwagi otoczenia jak ludzkie dramaty. Nie neguję tutaj zjawiska porwań rodzicielskich. One, niestety, mają miejsce, należy na to zwracać uwagę i reagować. Ale to nie jest domena ŻADNEGO narodu. Zdarza się to w Polsce, Turcji, w Szwajcarii, Egipcie, w USA, Japonii… Wszędzie! Jedyne, co mogę w tej sytuacji poradzić, to posłuchać własnej intuicji i rozsądku. Oprócz rodziców, nikt nie zna tak dobrze partnera jak TY – nie koleżanka, nie ciotka, a już tym bardziej sąsiadka. Każdy związek powinien opierać się przede wszystkim na zaufaniu. Dziadkowie mają też prawo widzieć się z wnukami. A jeśli rzeczywiście masz wątpliwości, co do intencji „drugiej połówki”, nie tylko przełóż podróż, ale zastanów się, czy taka relacja w ogóle ma sens.

5) Wyrzucasz pieniądze w błoto! – jeżeli Was na to stać, to sprawy pieniężne nie powinny być obiektem zainteresowania osób trzecich. Ale do rzeczy! Jeśli zaplanowaliście upragnione wakacje jakiś czas temu, jesteście rodzicami roześmianego niemowlaka i macie zamiar go wziąć ze sobą, to cena nie będzie stanowić praktycznie żadnej różnicy. Dzieci do drugiego roku życia mają zniżkę 90% od standardowej ceny. Skoro Wasz bilet kosztował ok. 600 PLN za osobę, musicie dopłacić do maleństwa 60 złotych.

6) Przecież ono nie będzie nic pamiętać! – może i nie, ale czy to oznacza, że Rodzice po miesiącach ciężkiej pracy mają sobie z tego powodu przez kilka lat odmawiać wakacji? Oczywiście, że nie! A dlaczego? Po pierwsze, biura podróży często przedstawiają różne korzystne cenowo oferty dla rodzin z atrakcjami dla maluchów i opieką wykwalifikowanego animatora. Chwilowe odejście od rutyny nie tylko będzie korzystne dla rodziców, ale też dla dzieci. Po drugie, ludzie podróżujący od maleńkości często mają większą wiedzę o świecie, bo są go bardziej ciekawi. Są bardziej empatyczni i otwarci na zmiany, czy inne kultury. Są krytyczniej nastawieni do stereotypów i mają lepiej rozwinięte umiejętności lingwistyczne. Po trzecie, a może właśnie paradoksalnie to będzie ta „niezapomniana” podróż, którą maluch będzie kiedyś wspominał swoim wnukom? Co roku robimy z moim Mężem fotoksiążki. Pewnie sobie wyobrażacie, jak niesamowitą pamiątką są wspólne zdjęcia z różnych miejsc na świecie? 🙂 Poza tym, zaprzyjaźniliśmy się z niektórymi rodzicami poznanymi na wakacjach – może regularne kontakty między maluchami przerodzą się w wieloletnie międzynarodowe przyjaźnie? 😉

 

Drodzy Rodzice. Nie wkurzajcie się, kiedy słyszycie tego typu sugestie, a zwłaszcza od osób starszych. Oni najczęściej robią to z troski. Nasi rodzice i dziadkowie nie podróżowali tyle, co my – większość z nich w ogóle nie była za granicą (a tym bardziej, nie brała tam dzieci). Wynikało to nie tylko ze spraw ekonomicznych, ale wtedy nie mieliśmy tzw. „otwartych granic”. Brak doświadczenia zawsze napędza niepokoje Obecnie polskie paszporty są zdecydowanie mocniejsze, turystyka jest znacznie bardziej rozwinięta i dzięki różnym promocjom lotniczym oraz niedrogim hotelom (lub gościnności znajomych), a przede wszystkim odpowiedniemu przygotowaniu Malucha, możemy sobie zaplanować naprawdę fajne, niskobudżetowe wakacje 🙂

Ja wiem, że wiele rzeczy, które mówią Wasi bliscy, straciło ważność jakieś dziesięć lat temu. Jednak czasem, stopując Wasz entuzjazm, mogą mieć rację, np. w przypadku wyjazdu do miejsc, które nie należą do najbezpieczniejszych.

Kończąc moje wypociny, chciałabym dodać, że powyższe teksty nie są jedynymi, które można usłyszeć od bliskich. Przed pierwszym lotem do Turcji usłyszałam również: „Fajnie – Młoda odwiedzi dziadków”, „Podziwiam odwagę”, „Bibi będzie w przyszłości lepiej znosiła zmiany”, „Super! Będziecie mieć lepszą pogodę”, czy w końcu „Nareszcie sobie odpoczniesz” 🙂

 

English

Maltańskie zakupy z Bibi

Cześć!

Dzisiejszy post będzie skierowany do mam, tatusiów, ciotek, wujków, babć, czy dziadków, którzy zabierają niebawem swoje Maluchy na wakacje na Maltę 🙂 Wiadomo, że staramy się spakować wszystko, co potrzebne dla naszego Dziecka, gdyż nie wiemy, czy to, co będzie nam potrzebne, uda nam się kupić na miejscu. Jednakże, nasze bagaże nie mają nieskończonego dna, więc musimy ograniczyć pakowanie do tych standardowych 20 kg. Ten wpis ma na celu ułatwić Wam to zadanie. Pod warsztat wzięłam market Trolees w Bugibbie.

Znalezione obrazy dla zapytania trolees market bugibba

Słoiczki i inne posiłki

Nieważne, czy jesteś rodzicem „słoiczkowym”, czy starasz się każde danie ugotować i zblendować zakupiwszy wcześniej wszystkie składniki w specjalnych eko sklepach. Bywają takie okoliczności, że musisz użyć gotowy obiadek. Na Malcie sytuacja wygląda podobnie jak w Polsce. Najpopularniejszymi markami są Nestle i… Heinz 😉 Są słoiczki większe i mniejsze, dostosowane do wieku (poniżej roku – w Polsce możemy zakupić słoiczki dla dzieci również po pierwszych urodzinach). Są dania typowo wegetariańskie, są przeróżne mięsa (nawet baranina, ang. „lamb”, ale takową musiałam rozcieńczyć wodą, ponieważ była bardzo twarda i sucha), ryby, a także deserki, jajeczniczki, owoce, pojedyńczo, czy też w dwupakach. Składniki są raczej proste.

 

Jars – Savoury
Źródło: nestle.com.mt

Jedyna rzecz, która mnie trochę dziwiła na miejscu to to, że były albo słoiczki 90 g (około 1), albo 250 g (2 euro). Nie było takich o wadze 200g, które były wtedy optymalne dla mojej Córeczki. Musiałam wtedy albo dawać dwa mniejsze obiadki albo głowić się, co zrobić z resztą większego dania.

A nie. Było jeszcze coś… Desery w tubkach! Tam nie były tylko owoce. Były też warzywa, a nawet owoce pomieszane z warzywami! Zobaczcie sami 🙂

DSCF0520.JPG

Kaszki, które najczęściej można zobaczyć w maltańskich sklepach to Nestle Cerelac w metalowych pudełkach. Kosztują one ok. 8 euro. Są mleczne, więc wystarczy woda do przygotowania. Dobrze smakują i mają delikatną konsystencję.Wybraliśmy smak owoców tropikalnych 🙂

cerelac1.png

Hitem Malty była dla nas zdecydowanie woda brzoskwiniowo-jabłkowa firmy Heinz 🙂 Kosztuje ona 2 euro. Sama ją sobie kupiłam wcześniej na spróbowanie. Jest smaczna, ale niezbyt słodka, więc potem nie chce się zbytnio pić – Bibi również ona przypasowała.

DSCF0519.JPG

Artykuły higieniczne:

Generalnie tak samo jak w Polsce. Bez problemu można znaleźć pieluszki najpopularniejszych firm jak Pampers czy Huggies. Paczka „czwórka” 40 sztuk kosztuje od 10 do 13 euro – w zależności od rodzaju.  Możecie też kupić pomarańczowe Pampers Sleep and Play za 8 – ale trzymają one mniej, niż Active Baby. Jest też możliwość zakupu pieluch do pływania – Huggies 12 sztuk kosztuje między 5 a 6 euro, czyli troszkę drożej, niż w Polsce (nie używajcie jednak ich jako pieluszki do noszenia na co dzień, ponieważ nie trzymają moczu). Chusteczki oczyszczające kosztują między 1,50 a 2 (w jednym markecie nawet trafiło się Bambino 🙂 ). Oliwki i kremy przywiozłam z Polski, więc nie pamiętam, ile one kosztowały 😉 Polecam przywieźć ze sobą podkłady do przewijania – na Malcie ciężko je dostać.

Oprócz tego, można kupić w Trolees smoczki firmy Chicco w dwupakach oraz zawieszki i buteleczki antykolkowe.

Co warto spakować?

Podkłady do przewijania – nie było możliwości kupienia ich w markecie. Nie znaleźliśmy również podkładów szpitalnych jako alternatywy. Ekspendientka poradziła nam udać się w tej sprawie do apteki, ale nie ma tam aż tyle punktów farmaceutycznych, co w Polsce 😉

Ubranka na KAŻDĄ pogodę – spakowałam nie tylko koszulki z krótkim rękawem, letnie bodziaki, sukienki i szorty, ale też śpiochy. Choć popołudnia na zewnątrz były gorące, wieczorami było nam dość chłodno. Dlaczego? Ponieważ materiał, z którego zbudowane są bloki oraz podłogi obłożone płytkami sprawiają, że w mieszkaniach jest dość chłodno. „Sezon grzewczy” trwa może z kilka dni, więc od czasu do czasu ociepla się dom klimatyzacją. Nie zapomnicie też o nakryciu głowy!

Nosidełko typu „kangur”  – przydaje się przede wszystkim podczas wycieczek na wyspy. Tereny gdzieniegdzie są górzyste i wtedy warto zostawić wózek w mieszkaniu. Nosidełko jest tutaj bardzo pomocne.

Mleczko do opalania 50+ – ten niezbędnik jest znacznie tańszy w Polsce, niż na Malcie. Maluszki mają znacznie wrażliwszą i skłonniejszą do poparzeń skórę, niż starsze dzieci lub dorośli.

Baby float – przydatne podczas wodnych zabaw. Przy odpowiednim nadzorze, maleństwo może się tak samo dobrze bawić w wodzie jak dorośli. Kupiliśmy dla Bibi w pontonik z daszkiem i z dzwoniącymi kulkami – taki jak na obrazku poniżej 🙂

float

Kurs euro na dzień obecny to: 1 EUR = 4,15 PLN

 

To jest już ostatni artykuł z cyklu maltańskiego. Jeśli macie jakieś pytania, możecie śmiało zostawić komentarz. Po krótkiej przerwie planuję rozpocząć wątek turecki. Zapraszam do obserwowania strony lub fanpejdża na Facebooku – wtedy żaden artykuł Wam nie umknie 😉

English

Extreme i Sea Adventure oczami młodej mamy :)

Cześć!

Już tyle razy obiecałam porównać promy opływające maltańskie wyspy, że pewnie już zdążyliście stracić cierpliwość 😉 Nie dziwię się, dlatego w końcu się zebrałam!

Wyjeżdżając na Maltę zapewne planujecie odwiedzić Gozo i Comino. Maltańscy przedsiębiorcy doskonale o tym wiedzą, stąd wysyp biur podróży oferujących wycieczki promem na wspomniane wyspy. Z Bugibby odpływają statki dwóch najpopularniejszych firm: Extreme (należący do korporacji Captain Morgan) i Sea Adventure. Postanowiliśmy sprawdzić oba – z tym, że z Extreme popłynęliśmy na samo Comino, a Sea Adventure wykorzystaliśmy podczas łączonej wyprawy z Gozo. Obie wycieczki były fajne, ale który prom jest lepszy do podróży z małym dzieckiem? Zobaczmy!

 

EXTREME

Extreme

Na początek postanowiliśmy zobaczyć samą Błękitną Lagunę, by dłużej rozkoszować się widokiem. Extreme wydawało nam się dobrą opcją, ponieważ był tańszy od innych przewoźników (około 20 euro/os – niemowlęta za darmo) i zapewniało darmowe picie oraz lunch (co było kuszące dla nas jako głodomorów 😉 ).  Jak było w rzeczywistości?

Statek Extreme spóźnił się o jakąś godzinę (w ofercie był napisany start o godzinie 10:00 – przypłynął o 11:00) i był dość mały. Odpływał nie tylko z Bugibby, ale też z Valetty i innych portów. Najprawdopodobniej organizatorzy nie przewidzieli takiego zainteresowania, bo na promie było dość tłoczno. Ledwo odpłynęliśmy od brzegu, miałam awaryjną sytuację z moją Bibi, więc musiałam jej zmienić pieluszkę. Nie było przewijaków, dlatego musieliśmy ją przewinąć na stole – było to dla nas dość niekomfortowe. Zgodnie z obietnicą, goście mogli skorzystać z darmowego picia w barku, co było bardzo fajne. Jednak kobiety karmiące piersią i osoby prowadzące zdrowy tryb życia mają do dyspozycji tylko wodę. Nie ma tam soków ani herbaty. Są tam głównie napoje gazowane oraz alkoholowe.

Komunikaty z megafonu były nadawane w języku maltańskim, angielskim i niemieckim. Niestety, z powodu sporych zakłóceń, praktycznie nic nie słyszeliśmy, przez co prawie przegapiliśmy drugą spełnioną obietnicę Extreme, czyli obiad 😛 Okazało się, że jedzenie było serwowane nie na wyspie (gdzie są stoiska z pożywieniem), lecz na statku, tylko troszkę później. Mój Mąż zdał sobie z tego sprawę po jakimś czasie – dostaliśmy makaron, szynkę, pomidory i sałatkę 😀 No cóż, nasz błąd – mogliśmy zapytać.

Powrót, po czterech godzinach plażowania, odbył się bez większych przygód. Jedyne, do czego można się przyczepić, to godzina przypłynięcia do Bugibby. Wróciliśmy godzinę wcześniej, niż było napisane w planie (stąd zostało nam zabrane w sumie dwie godziny).

DSCF0501

Czy Comino jest miejscem do odwiedzenia z dzieckiem? Naturalnie! Trzeba jednak zastanowić się nad tym, w czym zanieść niemowlę, kiedy będziecie wchodzić na górę (trzeba się tam trochę powspinać, gdyż teren jest lekko górzysty). Wózek 3w1, który akurat mieliśmy, przysporzył nam sporo niedogodności. Tutaj możecie się zastanowić nad trzema opcjami: 1) Wziąć fotelik z dzieckiem, a stelaż ewentualnie zostawić na statku (jeśli bierzecie wózek 3w1 z nosidełkiem). 2) Zabrać ze sobą spacerówkę typu parasolka (ale wtedy musi być z rodzicem druga osoba, która mogłaby pomóc z wózkiem). 3) Zabrać ze sobą nosidełko typu „kangur” (możliwe połączenie z opcją drugą). Te niedogodności szybko odejdą w zapomnienie, kiedy dotrzecie na miejsce i zobaczycie piękne widoki oraz popływacie z maleństwem w czystej wodzie (polecam tutaj zakup tzw. baby float) 🙂

Wycieczka jest idealna dla osób, które są zmęczone intensywnym zwiedzaniem i po prostu chcą popluskać się w czystej wodzie i odpocząć na innej plaży. Jest ona dość mała, więc raczej polecam udać się tam poza ścisłym sezonem, np. w czerwcu lub we wrześniu. Możecie spotkać różnych małych towarzyszy plażowania – jaszczurki, rybki, kraby… Dzieci mogą ich poznawać w towarzystwie dorosłych 🙂

DSCF0687

 

Sea Adventure

Sea Adventure

Planując wycieczkę na Gozo, tym razem wybraliśmy firmę Sea Adventure. Wyprawa łączona wraz z Comino i Kryształową Laguną kosztowała nas około 25 euro za osobę (ta sama polityka wobec niemowląt jak w Extreme 🙂 ).

Tym razem nie było żadnych opóźnień i wróciliśmy też tak, jak mieliśmy wrócić (ani wcześniej, ani później). Statek był większy i zdecydowanie bardziej przystosowany dla rodzin z małymi dziećmi. Nie było zapewnionego obiadu ani darmowych napojów (można było kupić burgery i coś zimnego lub ciepłego do picia w barku). Za to rodzice mają zagwarantowany przewijak oraz mały plac zabaw dla maluchów. Oprócz tego, możecie zejść schodami na dół i podziwiać maltański podwodny świat 🙂

DSCF0696

Najpierw powróciliśmy na Błękitną Lagunę i spędziliśmy tam niewiele ponad godzinę. Potem popłynęliśmy na Gozo. Tam czekał na nas bus, który zabrał nas do stolicy wyspy – Victoria (inna nazwa: Ir-Rabat Għawdex). Mieliśmy niecałą godzinę na zwiedzanie, więc nasz czas był mocno skrócony czas z powodu pory obiadowej Bibi. Podgrzanie słoiczka w dowolnym barze i nakarmienie maleństwa zajęło nam ok. 20 minut. Potem szybkie przejście przez bazarek (przy większej ilości czasu można sobie pokaźnie uszczuplić portfel mając na uwadze dar przekonywania maltańskich sprzedawców 😉 ) i prosto na Cittadellę. Na tej atrakcji turystycznej dostępna jest winda, co ułatwia zwiedzanie rodzinom z niemowlakiem oraz osobom na wózkach. To, można powiedzieć, miasto w mieście jest niemałą gratką dla archeologów przez wzgląd na ukryte tam zabytki. Ponadto, szczyt Cytadeli gwarantuje nam widoki na stolicę. Gdybyśmy mieli więcej czasu, z pewnością napisałabym coś więcej 😉

DSCF0714

Do busa dotarliśmy z wywieszonymi językami. Z parkingu w Victorii pojechaliśmy do maleńkiej, acz uroczej plaży Xlendi Bay. Nie jest to najwygodniejsze miejsce do pływania, ponieważ wejście do wody jest kamieniste. Niemniej jednak warto je odwiedzić. Niewiele jest plaż w Europie z lazurową wodą, gdzie po jednej stronie możecie podziwiać architekturę, po drugiej skaliste wzgórza i jaskinie, a za plecami macie do dyspozycji restaurację. Co do wodnych zabaw – dałyśmy z Bibi radę 😉

DSCF0724

Uwaga! W marcu 2017 zawalił się słynny most skalny Azure. Napisałam o tym w poprzednim wpisie, jednak przypomnę to też tutaj, żeby nie planować wyprawy tam będąc na Gozo. Biura podróży nie zawsze o tym wspominają, co doprowadziło wielu turystów do rozczarowania.

Po dwóch godzinach odpoczywania, kierowca zawiózł nas z powrotem na port. To jednak nie był koniec wyprawy! W połowie drogi do Bugibby, prom zatrzymał się na chwilę przy Kryształowej Lagunie. Fani nurkowania mieli pół godziny na pokazanie swoich zdolności. Z oczywistych względów, niemowlęta i małe dzieci nie wezmą w tym czynnego udziału, ale Bibi mogła podziwiać popisy Taty z okna na dnie statku 😉

DSCF0666

DSC_0077

Jeśli Rodzice nie są pewni, czy umieją wystarczająco dobrze pływać, nie powinni pozwalać na skoki ze statku również swoim większym dzieciom. Jeden z chłopców zaczął się topić podczas naszej wyprawy, a jego rodzice nie potrafili mu pomóc. Dopiero mój Mąż wyciągnął go z wody – jestem z niego bardzo dumna!

Wycieczka na Gozo również może być fajną opcją dla maluchów, zwłaszcza, jeśli ma już ponad pół roku i lubi spacery – pod warunkiem, że nie jest zbyt gorąco 🙂 Atrakcje turystyczne Victorii posiadają windy, a samo miasto dysponuje wystarczająco szerokimi chodnikami. Ponadto, na maltańskich ekskursjach ponad połowę czasu spędziliśmy w wodzie. Przy odpowiednim zabezpieczeniu i doborze zabawek, maleństwo może czerpać taką samą przyjemność z wodnych zabaw jak i rodzice 🙂

 

Podsumowanie:

Jeśli podróżujecie z małym dzieckiem, zdecydowanie polecam Sea Adventure. Statki tej firmy są znacznie lepiej przystosowane dla najmłodszych turystów dzięki przewijakom, małemu placowi zabaw, podwodnym oknom (alternatywa, by zająć czymś dziecko) oraz przemiłym animatorkom 🙂 Extreme jest lepszą opcją dla studentów i bezdzietnych dorosłych, którzy nie byliby zachwyceni towarzystwem rozkrzyczanych maluchów w Sea Adventure 😉 Bilety możecie zakupić w specjalnych biurach przy porcie albo przez Internet. Podaję linki zarówno do Extreme jak i Sea Adventure.

A w następnym wpisie dowiecie się o zakupach stricte dla niemowląt, czyli czy znajdziecie wszystko to, co kupowaliście w Polsce i w co lepiej się zaopatrzyć przed podróżą 😉

English

Malta – zwiedzanie z Bejbikiem :)

Hej hej!

W ostatnim wpisie napisałam o tym, jak dostać się na Maltę i jak się po niej poruszać 🙂 Dzisiaj podam Wam kilka propozycji miejsc, które warto odwiedzić na Malcie zwiedzając z małym podróżnikiem.

1) Wioska Popeja – pamiętacie kreskówkę o marynarzu Papaju? 🙂 A wiecie, że film na jej podstawie został nakręcony na Malcie? Warto się tam wybrać zwłaszcza, jeśli przylecieliście z małym dzieckiem. Możecie tam spotkać postacie z serialu okazyjnie załapując się na kręcenie krótkometrażowego filmu z Wami w roli głównej 😀 W wiosce Popeja możecie zorganizować również Urodziny Waszej Gwiazdy. Na oficjalnej stronie internetowej macie do wyboru pakiety, w których gwarantowane są przekąski, oglądanie filmu i zabawę na specjalnym placu. Poza tym, Rodzice mogą się rozkoszować pięknymi widokami 🙂 TUTAJ możecie się dowiedzieć, jak dojechać na wioskę.

5200265-popeye-the-sailor-man

26793941_1612405822129635_1187161203_n

2) Maltańskie Akwarium Narodowenie wiem, jak Wasze dzieci, ale moja Bibi uwielbia akwaria 😀 Chętnie podchodzi do szyby, by porozmawiać (a raczej pogaworzyć) z rybkami. Dlatego w urodzinowy poranek zabraliśmy ją właśnie tam. Oceanarium znajduje się w Bugibbie, dlatego droga z mieszkania zajęła nam 10 minut pieszo. Jednak na oficjalnej stronie jest napisane, jak tam dojechać z innych miast. Bilet dla dorosłych kosztuje około 14€/os, dla dzieci do dwunastego roku życia – 7€, natomiast niemowlęta i dzieci do lat czterech mają darmowy wstęp. Waszym pociechom na pewno spodoba się różnorodność rybek, które tam zamieszkują. Spójrzcie na zdjęcie Bibi!

DSCF0634.JPG

Z wodnych rozrywek polecam jeszcze niedawno otworzony Water Park, który znajduje się niedaleko oceanarium. Otwarty on jest w sezonie (czerwiec-wrzesień) między 10:00 a 19:00 i można znaleźć tam atrakcje również dla niemowląt.

3) Wycieczka promem na Gozo i Comino – to była jedna z naszych najbardziej ekscytujących wypraw. Biura podróży oferują opcję samo Comino lub Comino z Gozo (wtedy odpoczywacie na błękitnej lagunie krócej, niż przy opcji z samym Comino, ale zwiedzicie więcej za jednym zamachem). Wypróbowaliśmy oba warianty, o czym napiszę w następnym poście. Promy są dobrze przystosowane dla najmłodszych podróżników. Błękitna laguna oferuje nam czystą wodę, wspaniałe widoki, a czasem towarzystwo małych morskich zwierzątek 😉 Gozo natomiast piękne zabytki, zakupy na starych bazarkach i relaks na plaży z widokiem na architekturę oraz skały (uprzedzam jednak, że w marcu ubiegłego roku doszło do zawalenia się klifu Azure, więc nie wierzcie biurom podróży, które nadal próbują się nim reklamować).

DSCF0466

4) Valetta i Mdina – te dwa miasta mogę polecić przede wszystkim do pospacerowania z wózkiem. Malta jest miejscem pełnym plaż i wzgórz, więc nie zobaczymy zbyt wiele zieleni. W Waleccie mamy dwie (a nawet trzy) opcje spacerów. Pierwsza to w pobliżu portu z pięknym widokiem na miasto (zdjęcie główne z tego wpisu jest właśnie z Waletty). Jeśli podróżujecie komunikacją miejską, należy wysiąść 3-4 przystanki przed końcem trasy. Druga to park już w samym sercu Valetty, gdzie nie tylko jest dużo zieloności i panoram (np. portu), ale gdzieniegdzie możemy zobaczyć ładne zabytki 🙂 A jak zgłodniejecie lub po prostu chcecie zażyć odrobiny miejskiego życia, to możecie skorzystać z trzeciej opcji, czyli Rynek. Podczas naszego pobytu nie było tam zbyt tłoczno. Oba miejsca znajdują się niedaleko pętli autobusowej.

DSCF0403

DSCF0419

Mdina natomiast jest bardzo uroczym zamkowym miasteczkiem pełnym cichych i romantycznych uliczek (jednak w wersji południowoeuropejskiej, nie praskiej). Nie spotkałam jeszcze osoby, która nie polubiłaby tego miejsca! Ponadto, w pobliżu pętli autobusowej znajduje się plac zabaw oraz park. TUTAJ możecie również znaleźć place zabaw w pobliżu Waszego miejsca pobytu.

DSCF0523

5) Plaże Mellieha i Golden Bay – Malta jest krajem pełnym plaż. Turyści mają ogromny wybór miejsc, gdzie mogą popływać i poopalać się. Wiele jednak z nich jest kamienistych, więc spacerki i relaks mogą być ograniczone dla niemowląt o delikatnej skórze. Golden i Mellieha Bay są szerokie i piaszczyste. Nie ma też wielkiej różnicy temperatur między wodą a powietrzem. Uprzedzam jednak, by nie przynosić tam elektronicznych zabawek dziecka. Piasek jest tak miałki, że dostał się on nawet do naszej zamkniętej torby, przez co trzy dni nam zajęło wydobywanie piasku z telefonu naszej Bibi, by odblokować zasypane przyciski 😉

DSCF0644

Malta bardzo nam się spodobała i na pewno jeszcze tam wrócimy! Przy następnej wizycie planujemy odwiedzić, m.in. Marsaxlokk i delfinarium. Jeśli chcecie polecić inne miejsca na Malcie do odwiedzenia z małymi dziećmi, możecie śmiało napisać swoją opinię w komentarzu 😉

 

Jak się dogadać na Malcie? W tym kraju obowiązują dwa języki urzędowe – maltański i angielski. Porozumiecie się więc po angielsku praktycznie z każdym. Jeżeli jednak nie czujecie się pewnie z tym językiem, Polacy w ostatnich latach tłumnie wyjeżdżają na wakacje na Maltę. Możecie, w razie czego, poprosić któregoś z nich o pomoc.

English

Malta – jak i czym?

Witam w Nowym Roku! Mam nadzieję, że wszystkim nastroje dopisują 🙂

Tak jak obiecałam, dzisiaj zamierzam napisać o Malcie. Jest to kraj, w którym Bibi spędziła swoje pierwsze Urodziny, dlatego mam do niego ogromny sentyment 🙂 Żeby jednak znaleźć dobre miejsca do odwiedzenia z Waszą Rodzinką, należy wcześniej tam dotrzeć, prawda? Dlatego dzisiejszy wpis będzie o tym, jak dostać się na Maltę i jak się po niej poruszać 😀

1) Jak dolecieć?

Poleciałam z Bibi linią lotniczą WizzAir bezpośrednio z Warszawy. Wyleciałyśmy w sobotę o 18:20, przyleciałyśmy 3h później. Wybrałam tę opcję podróży, ponieważ był to lot bezpośredni, niezbyt drogi (niewiele ponad 600 zł już z bagażem rejestrowanym), a poza tym, pora wylotu mi odpowiadała. Ani LOT, ani Air Malta nie obsługiwały bezpośrednich połączeń z Polski na Maltę (możecie za to skorzystać z Air Malta, jeśli mieszkacie np. w Niemczech lub Wielkiej Brytanii). Mogłam wybrać też RyanAir z Krakowa lub Warszawy albo WizzAir z Katowic – jednakże o ostatecznym wyborze zdecydowała odległość od lotniska, czas odlotu (RyanAir, na przykład, wylatywał bardzo wcześnie rano), a także cena.

wizz

WizzAir jest typowym lowcoastem, dlatego nie miałam zbyt wiele oczekiwań wobec tego przewoźnika. Nie spodziewajcie się kanapek, darmowej herbaty ani gadżetów dla niemowlaka. Za bagaż rejestrowany do 20kg trzeba dopłacić jakieś 150 zł/przelot. Nie była to jednak zła podróż. Co mogę powiedzieć na plus tej linii to to, że wtedy mogłam się odprawić nawet na cztery tygodnie przed wylotem. Wybierałam miejsce, jakie chciałam i tak się miło złożyło, że miałyśmy cały rząd trzech siedzeń dla siebie 🙂 Na karcie pokładowej cały proces przygotowawczy jest ładnie opisany. (Pamiętacie wpis o pakowaniu? Przypomniałam Wam o wydrukowaniu karty pokładowej. WizzAir jest właśnie jedną z linii, w której trzeba mieć wydrukowany boarding pass, by nie dopłacać.) Poza tym, obsługa pokładowa była bardzo pomocna, pasażerowie też i nie było wtedy zbyt ciasno między rzędami 😉 Mogłam też zamówić sobie transport specjalnym busem do miejsca pobytu za 24 zł (ale jechałam w tę samą stronę z Mężem i przyjaciółmi, którzy przylecieli wcześniej, więc wzięliśmy taksówkę – trasa z lotniska Luca do Bugibby kosztowała w całości 24).

2) Jazda po Malcie:

Maltańczycy i turyści poruszają się po wyspie głównie autobusami. Polecam kupić tygodniową kartę Tallinja Explore, którą odbijasz elektronicznie przy wejściu (dla dorosłych kosztuje ona 21 euro, dla dzieci do dziesięciu lat – 15, niemowlęta jeżdżą za darmo). Można ją kupić w specjalnych kioskach, które są najczęściej przy pętlach autobusowych. Uprzedzam, że te karty czasem się rozmagnesowują (czego doświadczył mój Mąż), więc warto mieć paragon przy sobie, by móc ją wymienić. Polecam również skorzystać z maltańskiej wersji „Jak Dojadę” planując wycieczkę po wyspie (Malta Bus Journey Planner) 🙂

26194319_1750642418302268_962482937_o

Powiem Wam szczerze, że na Malcie przeżyłyśmy pierwszy raz, kiedy jechałam z Bibi autobusami 🙂 Wcześniej miałam uprzedzenia do tego typu transportu publicznego, a jak moja córka jeździła jeszcze w gondoli, to nawet nie było o tym mowy 😉 Na szczęście, podróż maltańskimi liniami autobusowymi nie jest zbyt stresująca. Może dlatego, że rodzic z niemowlęciem w transporcie publicznym to prawie świętość i pasażerowie poważnie traktują zasadę miejsc uprzywilejowanych. Tam miejsce dla wózków zawsze będzie dla Was wolne, byście mogli spokojnie przypiąć wehikuł malucha pasami. A jak nie, to kierowca już się o to postara 😀

3) Pływanie po wyspach:

Podczas podróży do tego małego kraju, warto wybrać się na pozostałe dwie wyspy – Gozo i Comino. Możecie skorzystać z różnych ofert wycieczkowych i przepłynąć się promem. Mieliśmy okazję wypróbować dwa statki – Extreme i Sea Adventure. Oba są dobre, ale który jest bardziej odpowiedni dla rodziców z małymi dziećmi? Porównam je w oddzielnym poście, ponieważ tutaj trzeba sporo pisać 🙂

extreme vs sea adventure
Źródła: Facebook i Travel Grip

4) Taxi z i na lotnisko:

Nie mamy dużego doświadczenia z maltańskimi taksówkami, ale Szwagier mieszkający tam zamówił nam transport z prywatnej firmy. Trasa z lotniska do Bugibby kosztowała nas 24 euro. Co ciekawe, w drodze powrotnej na lotnisko Luca towarzyszył nam dokładnie ten sam kierowca 😀 Niestety, straciliśmy jego numer, ale ostatnio znalazłam  firmę transportową Malta Transfer, która oferuje zarówno busiki jak i taksówki w podobnych cenach (ma dość dobre opinie).

 

A kiedy najlepiej udać się z dzieckiem na Maltę? Myślę, że najlepiej maj-początek czerwca. Wtedy jest już naprawdę ciepło, ale nie odczuwasz jeszcze tego gorąca. Później to dopiero we wrześniu. Dlaczego tak? Ponieważ w sezonie temperatura jest wręcz nie do wytrzymania dla przeciętnego północnego Europejczyka i zwiedzanie w takim skwarze nie byłoby dla Was żadną przyjemnością. Poza tym, w lipcu bardzo często można trafić na meduzy. W tym roku kąpiel w błękitnej lagunie była z tej przyczyny przez jakiś czas zabroniona.

English